The wall of text hit you with 156789 hit points - critical.
Tu coś uroczego dla wszystkich:
http://osorhan.com/bigo/index.phpTaki mój przepis na szczęście jest prosty, a podałam go kilka postów wcześniej.
Moi rodzice poznali się i zaręczyli po niecałych 9 godzinach znajomości. Niedługo potem sie pobrali i od tamtego czasu minęło im szczęśliwie (i szczęśliwe) 30 i pół roku pożycia małżeńskiego. Chciałabym, mając za sobą tyle lat stażu malżeńskiego być równie zgodnym i szczęśliwym małżeństwem jak Oni

Każdy dzień spędzony z moimi rodzicami to jak lekcja milości. Pewne rzeczy docenia się dopiero, gdy przestaje się mieć z nimi styczność na wyciągnięcie ręki. Może dopiero wtedy lepiej się je zauważa i tym większą wagę do nich przywiązuje. Bo życie to drobiazgi, a nie wielkie rzeczy, to małe zdarzenia, a nie ciągłe fajerwerki, to codzienność, to bycie z Kimś i dla Kogoś. To patrzenie w tym samym kierunku.
To tulenie się do siebie we śnie, budzenie się pocałunkiem, poranne "kocham Cię". To herbatka/kawka na stole albo do łóżeczka. Wspólne śniadanko. To szczere "Miłego dnia" przy wyjściu do pracy i buzi na pożegnanie. To powitanie z radością w oczach, gdy drugie wraca do domu. To wtulanie się w pierś i cieszenie się, że "już jesteś".
To jedzenie wspólnie posiłków, bo wbrew pozorom to bardzo zbliża. A nawet, jeśli się już zjadło, to siedzenie razem i dzielenie się dniem. To rozmowa, to pytanie z zainteresowaniem "Jak Ci minął?" i słuchanie odpowiedzi. To dzielenie się ze sobą troskami, smutkami, radościami czy po prostu normalnością, które przyniósł dzień. Bo we dwoje łatwiej to unieść, bo we dwoje przyjemniej się cieszyć

To zrozumienie, że można być zmęczonym lub nie w humorze, to radość ze wspólnej ciszy, bo nie trzeba mówić, by być ze sobą.
To
szacunek do tej drugiej osoby. To
duma z Niej/Niego - niekoniecznie z tego, kim jest czy co ma, a przede wszystkim z tego, jakim jest. To akceptacja człowieka (co wcale nie znaczy akceptacji jego wszystkich zachowań). To rozmowa o tym, co cieszy i o tym, co boli. To szczerość i uczciwość, jasne artykułowanie swoich potrzeb i oczekiwań, bo nikt nie jest jasnowidzem i ze zmarszczenia brwi nie domyśli się, że może jej się zachciało akurat pogadać o złym dniu w pracy, a on akurat ma ochotę na "przytulanki". To mówienie jasno, dlaczego się gniewamy, o co jesteśmy źli - jesli mu nie powiesz, on sie nie domysli, że chodzisz zła, bo od miesiąca kapie kran i jeszcze nie został naprawiony, a ona nie skuma bez jasnej informacji, że w dzień meczu masz większą ochotę na piwo z chlopakami niż na ploteczki z jej psiapsiulką z liceum.
To
cierpliwość i wyrozumialość, cechy, które powinniśmy pielęgnowaść i wzmacniać z wiekiem, tak jak z wiekiem moga się nasilać pewne przywary czy zachowania

To
wierność sobie i swoim zasadom, a także po prostu wierność tej drugiej osobie.
To
pożądanie siebie nawzajem - pielęgnowanie w sobie uczucia do tej drugiej osoby, to ciągłe staranie sie o siebie, takie zaloty na codzień. Drobne gesty, świadczące o namiętności i pokazywanie, że nadal nam zależy. Wypieki na twarzy, błysk w oku, filuterny uśmiech. To cmok w szyję, gdy ona robi obiad, to trzymanie się ze ręke w na spacerze, to seks z ukochaną osobą, na który ma się ochotę pomimo upływu czasu, zmarszczek, rzadszych włosów, fałdki, dzieci i miliarda innych rzeczy.
To malutkie gesty świadczące o tym, że zalezy nam na tej drugiej osobie - komplement, jakis drobiazg, a także kocyk, gdy zaśnie w fotelu czy schłodzone ulubione piwko, gdy przyjdzie zmęczony z pracy itp. To okazywanie sobie miłości, gdy się jest tylko we dwoje i wśród ludzi - i mówienie sobie "Kocham Cię". Z przekonaniem, a nie jako przecinek.
To nie odstawianie męża na bok, gdy pojawiają się dzieci. To dzielenie obowiązków rodzica - karmienia, pielęgnacji, wstawania w nocy i wychowania jako takiego. To bycie dobrym rodzicem, kochającym, acz konsekwentnym. To pokazywanie potomkowi swoim zachowaniem, czynami, słowami, jakim człowiekiem warto być. Bycie dla dziecka rodzicem, prawdziwym autorytetem i przyjacielem. Wspólne spędzanie z nim czasu nie na oglądaniu telewizji czy grze na komputerze, ale np na spacerze, czytaniu ksiązek, wycieczce do lasu czy nad jezioro, na sankach, na opowieściach itp, itd. I uczenie dziecka rozmawiać ze sobą.
Udany związek to także taki, gdzie dwoje ludzi zachęca się nawzajem do realizacji planów, pomagają sobie, cieszą się sukcesami i wspierają nie tylko w razie porazki, ale każdego dnia. To ludzie, którzy mają swoje pasje, które druga osoba dzieli lub przynajmniej szanuje. To "stadło" małżeńskie, ale stworzone z dwojga odrębnych ludzi, którzy nie zaczęli mysleć tylko w sposób "MY": "umyliśmy samochód, obcieliśmy włosy, wydepilowaliśmy nogi, zgoliliśmy wąsy". To dwoje ludzi, którzy mogą, acz nie muszą się ze sobą we wszytkim zgadzać, którzy potrafia uszanować, że druga osoba ma inne zdanie w danej kwestii. I potrafią o tym rozmawiać. I którzy zawsze staną za sobą murem, jeśli którekolwiek z nich jest atakowane w jakikolwiek sposób, czy po prostu zachodzi taka potrzeba.
To umiejętność śmiania się razem ze sobą i z siebie. To dzielenie smutków, bo wtedy są lżejsze. To oparcie w drugiej osobie, bez względu na to, co by się działo, czy by się walilo, paliło i grzmiało czy tylko świecilo słońce. I pewność, że ta druga osoba będzie wiedziała, kiedy przerwać smutek, by się z nim nie utopić.
Dzielenie smutków przez dwa i mnożenie radości razy dwa, taką matematyką należy sie kierować

I co wydaje mi się bardzo ważne - trzeba się kochać, ale i być swoimi przyjaciółmi. Trzeba umieć się ze sobą bawić i nudzić, cieszyć i smucić, rozmawiać i milczeć - bo na starość, gdy pożądanie będzie zapewne dość rzadkim gościem w sypialni warto mieć w domu przyjaciela, z którym fajnie będzie po prostu być

No i jeszcze dlugo, długo by tak można. I tak zawsze byłoby za mało
Prawdziwie szczęśliwy związek to tylko taki, w którym mężczyzna ma ostatnie zdanie. A brzmieć ono powinno "Tak kochanie, masz rację"