Pages: 1 ... 3 4 [5] 6 7 ... 13
  Print  
Autor Topic: Strażnicy  (Read 61347 times)
Zamir
Wojownik Twierdzy
Super Bohater
*
Offline Offline

Wiadomości: 1104


Zamir MATURA 1965 - Punkt G - fakt czy mit?


« Reply #60 on: September 18, 2008, 10:19:29 AM »

Mości Quitnu, przyjacielu wielkie talenta objawiasz, minstrela zaiście godne. Znam waści o połowę widać za mało, a przecie długo się znamy, bom nie wiedział, że tak gładko prawić umiesz. Pięknie waść opisałeś wielce zasłużonych i sławnych bohaterów, do których i ja, nie chwaląc się należę. Nasze pierwsze spotkanie z naszym mentorem wielmożnym Aragonem nie wyszło jak wyjść powinno i jasnym się teraz zdaje czemu na tak długo w głuszy się zaszył i nosa nawet na cal nie wyściubia… Nie nasza przecie to wina, uczcić przecie musieliśmy przyjęcie tak zacnego hobbita w szeregi nasze. A swoją drogą wypić to on potrafi, pokurcz jeden, jeno głowę słaba ma bo po dwóch beczułkach czkawki wielkiej dostaje. Dobrze, że mości Ecyk gorzłką dał mu ją zapic.. od razu mu przeszła… Jasnym się teraz zdaje, że mając tak wielką protekcyje śmiało możemy określiś się mianem nie jeno Strażników lecz Wielkich i Sławnych Strażników, Obrońców Wolnych ludów, dziewic, hym byłych dziewic, wolności słowa, honoru  et cetera, et cetera. Sława nasza, choć już wielka jeszcze większą się stanie a czyny godne największych przodków naszych jaśnieć będą jako Gwiazda Elendila. Salute Towarzysze. Do zobaczenia w Śródziemiu!  ;D

Dzisiaj działamy w Evendim. Końcowe questy grupowe - giganci, trolle. Mam nadzieję że szybko pójdzie.
Zamir
Wojownik Twierdzy
Super Bohater
*
Offline Offline

Wiadomości: 1104


Zamir MATURA 1965 - Punkt G - fakt czy mit?


« Reply #61 on: September 18, 2008, 11:46:50 AM »

Wywalą mnie z roboty hehe, ciągle zaglądam na forum i czekam na następny rozdział z dziejów Strażników. Dawaj Quintu. Nie obijaj się.  ;)
Utumo
Lotro Officer
Super Bohater
*
Offline Offline

Wiadomości: 1320



« Reply #62 on: September 18, 2008, 01:59:13 PM »

Jeżeli kiedykolwiek będziecie potrzebowali pomocy "nieco bardziej" doświadczonego strażnika służę swą pomocą.W Eriadorze wspieram swym mieczem dunedainów w Evendim i nieraz walczyłem na ruinach Annuminas.Teraz staram się patrolować wielki wschodni gościniec i utrzymywać go wolnym od wszelakiej maści stworów mroku.
Quintu
Wojownik Twierdzy
Mędrzec
*
Offline Offline

Wiadomości: 457

"Sam jesteś BaRlog!" :D


« Reply #63 on: September 18, 2008, 02:20:59 PM »

Mości Zamirze - ciężko sypać takimi opowieściami jak z przysłowiowego rękawa; Mogę obiecać tylko, że będzie ich więcej :)


pozdrawiam
Ingo
Gość
« Reply #64 on: September 18, 2008, 07:19:55 PM »

Broń naostrzona, jeszcze tylko ciasteczka odebrać .....
Będę czekał na wyspie Tinnudir

A jak tych powieści więcej powstanie, to zbierzem je w całość i wydamy dzieło powieścijopisarskie
 "Nierzadkie przypadki pijanicy kapitanem Valramirem zwanego i jego wesołej kompaniji"  8)
Eyck
Wojownik Twierdzy
Jeździec
*
Offline Offline

Wiadomości: 73

Obłędny Rycerz


« Reply #65 on: September 18, 2008, 09:38:28 PM »

Zamir, dzięki żeś wskazał mi cel - obrona honoru byłych dziewic. Od dziś moją tarczę i miecz temu poświęcam ;)
Quintu
Wojownik Twierdzy
Mędrzec
*
Offline Offline

Wiadomości: 457

"Sam jesteś BaRlog!" :D


« Reply #66 on: September 23, 2008, 01:24:21 PM »

STRAŻNICY IDĄ DO GREAT BARROW


Był środek słonecznego dnia kiedy Gandalf Szary oraz jego druh – dzielny Aragorn syn Arathorna wezwali Radę Starszych Gildii Twierdza na pilną rozmowę u progu Rozbrykanego Kucyka w Bree. Zajechali zatem Starsi Gildii i część oficyjerów aby z uczonym Gandalfem dysputy odprawiać. Aragorn przysłuchiwał się jeno wodząc tylko oczyma po zgromadzonych i niewątpliwie wyszukując nowych bohaterów, na których brak wyraźnie narzekał stary Świat Śródziemia. Przybył także Tom Bombadil, który z rzadka zapuszczał się na tereny miejskie jednak chęć rozmowy z Gandalfem przeważyła.

- Cięzkie czasy nadchodzą o Starsi Gildii - grzmiał Gandalf stojąc na schodkach wejściowych do gospody - mroczne siły poruszyły się w głębi zapomnianych czeluści i wystawiają swoje knąbrne łby. Ani chybi wróży to wojnę w najbliższych latach. Wojnę krwawą, którą możemy przegrać jeżeli w porę nie zmobilizujemy sił swoich do walki z Sauronem i jego sługusami. Ja i obecny tu mężny Obieżyświat - Aragorn odwiedzamy kolejno siedziby wszystkich gildii Śródziemia i sprawdzamy czy odpowiedniej eksperiencji w przygotowaniach do wojny ich wojownicy nabierają. A i czy szkolenia odpowiednie odprawują ich młodzi wojownicy aby w przyszłości świeżej krwi napuścić do wycieńczonych bojem armii...

Na to odezwał się Zamir - oficyjer Gildii o wielkiej eksperincji w boju - zaznajomiony doskonale  ze sprawami młodzieży gildiowej.

- Mości Czarodzieju - rzekł - młodzież u nas jak tury - świetnie w boju jak i wszelakich zaprawach wojennych wyszkolona co nie jest trudnym udowodnić. Widząc powątpiewające spojrzenie Gandalfa dodał szybko - potrzebujesz dowodu Mości Czarodzieju? Proszę bardzo. Zakrzątnął się szybko i już po chwili przyprowadził brata swego - huntera o wdzięcznym imieniu Artamir. Hunter wyrażnie zdziwiony przecierał oczy ze zdumieniem widząc tak dostojnych gości (chociaż postronny obserwator mógł zauważyć jak chowa z zanadrzu swego kaftana jakąś butlę z podejrzaną zawartością a przecierane oczy nie koniecznie wynikiem zdziwienia były a niewyspania po długiej biesiadzie "Pod Rozbrykanym Kucykiem"). Oto Artamir - brat mój; doskonałego szkolenia hunter - rzekł z patosem Zamir ale widząc raczej rozbawione spojrzenie Gandalfa szybko dodał - on i jego towarzysze także młodzi kadeci naszej gildii pojmą i sprowadzą żywcem do końca dnia jutrzejszego indywiduum straszne z najniższych czeluści Wielkiego Kurchanu - straszliwego Sambroga... A że ciężka to wyprawa poproszę o pomoc i przewodnictwo zacnego Toma Bombadila.

Bombadil zaklaskał w ręce radośnie i tańcem wyraził przyzwolenie i przychylność prośbie Zamira.

   Ciężko opisać było wyraz twarzy Artamira - najpierw pobladł, potem chciał protestować ale widząc tylko nakazujące spojrzenie starszego brata spuścił głowę, burknął tylko czy może wziąć jeszcze jednego brata (rodzina Zamira jak cały Świat Śródziemia zdążył już poznać - wyjątkowo liczna i bitna jest) i dobrać sobie drużynę według własnych upodobań. Uzyskawszy potwierdzenie i przychylność Starszych wycofał się w cień i szybko rozpłynął się między budynkami miasta.

- Zaiste, świetna to próba - zakrzyknął Gandalf wyraźnie zadowolony - poczekajmy więc na tych zuchów. Zatem do jutra wieczór...



                        *   *   *

   Minęła noc. Kiedy dzień chylił się już ku zachodowi Gandalf z Aragornem pojawili się dokładnie w tym samym miejscu - tuż przy schodach wejściowych do gospody "Pod Rozbrykanym Kucykiem". Przybyli także Starsi Gildii, większość oficyjerów oraz mnóstwo wojowników gildii których przyciągnęła ciekawość jak młodzież poradzi sobie z ciężkim zadaniem ujęcia Sambroga. Powoli zaczął zapadać zmierzch. Przestrzenie wokół budynków miejskich ciemniały z wolna a strażnicy miejscy rozpoczęli zapalać uliczne latarnie. Ciemność nadciągała tylko nad Starym Lasem jaśniała jakaś dziwna łuna jednakże nikt nie robił sobie z tego tytułu jakichś niepokoi, bo Stary Las słynął  z dziwów i ogników szalonych błądzących nocą między nieprzyjaznymi dla ludzi drzewami. Nagle spomiędzy budynków wyłonił się Artamir prowadząc innych członków drużyny którzy z triumfującymi minami na zarośniętych twarzach targali na ramionach sporej wielkości tobół. Widząc nadciągających Aragorn pobladł. On tych ludzi znał. To oni mienili się Strażnikami....

Na czoło grupki wysunął się postawny mężczyzna - jak stwierdził Aragorn - był to brat Zamira i Artamira - kapitan Valramir. Kapitan skłonił się nisko przed zgromadzonymi burknąwszy jednocześnie do pozostałej piątki by zrobiła to samo. Tobół wylądował z hukiem na ziemi i wszyscy Strażnicy kłaniali się w pas Gandalfowi. Po chwili Valramir rozpoczął przemowę, która słynną stała się potem i opowiadana była pośród wszystkich ognisk i obozów Śródziemia.

- Witajcie wielcy wojownicy Twierdzy, witaj Czarodzieju i ty Aragornie. Wielkich czynów dokonaliśmy tego dnia i wiele znużeni jesteśmy. Ja i obecni tu Artamir, Quintu, Eyck, Ingolas oraz nasz mały wzrostem ale wielki duchem Callantris... Ekhem... co to ja miałem - ach, no więc weszliśmy do Wielkiego Kurhanu a przewodził nam Tom Bombadil, który wielce uczony w zakamarkach grobowca poprowadził nas taką drogą, że nie spotkaliśmy przez długi czas żadnej szkarady, których wiele włóczy się tam pilnując dostępu do najniższej komnaty. Doszliśmy tam a ten diabeł Sambrog był tam i rechotał zadowolony mówić coś o świeżym mięsie... Musi chyba jakieś kłopoty z aprowizacją mieć ale to przecież nie nasza rzecz.... Rzuciliśmy się na niego a on, przekonawszy się, że to nie przelewki zaczął ganiać po komnacie wywracając przy tym wszystkie kandelabry i pochodnie które rozświetlały izbę. Hehe - zamieszanie przy tym było. No ale mimo ciemności złapaliśmy go gołymi rękoma a Tom Bombadil dzielnie stawał pomagając nam krępować więźnia a potem obwijać to w jakiś gobelin których mnóstwo wolało się po komnacie. Wzięliśmy tobół z Sambrogiem na plecy a Bombadil pokazał nam tylne wyjście do Starego Lasu po czym przepadł niczym zjawa między drzewami - tylko jego czapę widzieliśmy tak ciemno było. Dziwak jeden - tak sam pośród takich drzew łazić. Ale  nie nasza sprawa... Leźliśmy nocą między drzewami a Sambrog wił się i charczał coś, że mu dechu brakuje czy jakoś tak. No to Callantris swoim sztylecikiem dziabnął kilka razy w tobół, żeby dopływ powietrza stworowi zapewnić - chyba diabeł dostał to co chciał bo ucichł. Po kilku godzinach błądzenia stwierdziliśmy, że nie ma to większego sensu i Quintu postanowił rozpalić ognisko. Przycupnęli my chwilę przy nim ale nie za długo bo pobliskie drzewo - wierzba chyba ale pewien nie jestem bo ja nie forester  - zaczęło jakiś cuda wyprawiać - próbowało nas wciągać do pnia i takie tam. Wrzuciliśmy do środka kilka płonących gałęzi. Ślicznie się drzewko zapaliło a potem inne jeszcze ładniej. A jaka łuna się zrobiła! O tam widać ją jeszcze - Valramir wskazał paluchem na jaśniejący w ciemnościach Stary Las. - Jasno się zrobiło to poznaliśmy od razu  gdzie jesteśmy i ruszyliśmy w dalszą drogę. Dotarliśmy nad jakieś źródełko a tam Eycka przypiliło strasznie - poszedł nad brzeg jeziorka za potrzebą. Quintu z Ingolasem próbowali z posiadanych ziółek jakiś napar rozgrzewający uwarzyć ale experiencja w profesji kucharskiej u nich nie za duża - kilka razy wylewali napar do źródełka aż im się ziółka skończyły. Wtedy z krzaków przy źródle wyskoczyła jakaś kobieta ciągnąc Eycka. Kiedy ujrzała zbezczeszczony zdrój zakrzyknęła wielkim głosem... Jagoda jej było czy jakoś tak... Zawsze dziwiłem się, że ktoś może tak nierozważnie po lesie łazić. Nie pozostało nam nic innego jak zdzielić babsko obuszkiem, który szczęśliwie miał przy sobie Eyck. Wynieśliśmy ją potem na drogę i zostawiliśmy pod jakimś drzewem, żeby do siebie doszła. Po drodze gościńcem to już wszystko jak po maśle poszło nie licząc małej scysji w obozie Adso Haybanka, który nie chciał spragnionych napoić. Adso dostał klapsa a my zaraz po wypiciu tych 3 beczułek piwa tu przybyliśmy i dobre wieści wam niesiemy...

   Tu umilkł Valramir zdziwiony, że opowieści o wspaniałych przygodach strażników powodują w zebranych wręcz odwrotny skutek. Gandalf złapał się za głowę i rozpaczał. Aragorn stał obok i desperacko starał się  go pocieszyć. Tuż obok stał Zamir i ciskając pioruny ze swoich szarych oczu szeptał pod nosem jakieś przekleństwa. Starsi gildii spoglądali na młodzież w zadumie wielkiej jakby zastanawiając się czy zasłużyli sobie na to wszystko a reszta towarzystwa patrzyła sie na szóstkę zuchów z rozdziawionymi ze zdumienia gębami...

Valramir spostrzegł, że to nie przelewki i próbując ratować sytuację szybko wydał komendę aby rozpakować tobół i pokazać wszystkim pokonanego Sambroga. Quintu i Callantris dziarsko ruszyli i zaczęli rozpakowywać tobół. Zamaszystym ruchem złapali za krawędź gobelinu i szarpnęli w górę. Tobół rozrolował się i już po chwili oczom zgromadzonych ukazała się jakaś postać. Jednak już na pierwszy rzut oka dało się zauważyć, że nie ma ona nic wspólnego z żadnym diabłem. U stóp  Gandalfa leżał bez ducha z bladą, poobijaną twarzą Tom Bombadil.

Zapadła niezręczna cisza. Valramir także milczał wreszcie wydukał

- Ech, coś mi się zdaje, że questów w Starym Lesie przez jakiś czas nie będzie....


Nadworny kronikarz Strażników - Wasz sługa Uniżony Quintu
Eyck
Wojownik Twierdzy
Jeździec
*
Offline Offline

Wiadomości: 73

Obłędny Rycerz


« Reply #67 on: September 24, 2008, 05:52:37 AM »

Ach, więc miała na imię Jagoda...
Quintu
Wojownik Twierdzy
Mędrzec
*
Offline Offline

Wiadomości: 457

"Sam jesteś BaRlog!" :D


« Reply #68 on: September 24, 2008, 07:52:39 AM »

dokładnie w oryginale nazywa się Goldberry - Złota Jagoda...
Eyck
Wojownik Twierdzy
Jeździec
*
Offline Offline

Wiadomości: 73

Obłędny Rycerz


« Reply #69 on: September 24, 2008, 09:18:28 AM »

Złota Jagoda...pięknie.
Szkoda, że nic nie pamiętam:(
Zamir
Wojownik Twierdzy
Super Bohater
*
Offline Offline

Wiadomości: 1104


Zamir MATURA 1965 - Punkt G - fakt czy mit?


« Reply #70 on: September 24, 2008, 11:01:20 AM »

Strażnicy! Ja Valramir, captain z Gondoru, ślubuję uroczyście, że nie tknę gorzłki (khmm… jeno piwo i wino) dopóty Sambrog głowę nosi. Trza nam więc tę drobną pomyłkę naprawić, w chwale wrócić i jasno pokazać Starszym, że godni jesteśmy miana Strażników. Szybko działać musim, bo krzywoprzysięzcą zostać nie chcę… Bez gorzłki jeno kilka dni wytrzymam… Ruszajmy więc na Samborga! Mości Emmsik nas wspomoże. Mniemam, że drogę do Samborga zna. Bo my nie znamy. Prowadź nas Emmsiku drogi, plamę na honorze zmyć nam trza. Na Tomusia Bombadilika, liczyć nie można, krzywo na nas patrzy, oczami łypie i chyba coś knuje… Trza na niego uważać.

Waszmość Eyck za to, żeś niewiastę obuszkiem potraktował karę srogą poniesiesz. Garnek na łbie nosisz i rozkazów nie słysz. Jam krzyczał, nie obuszkiem prać jeno do nóżek paść. Kara jedna będzie, sroga ale sprawiedliwa: staniesz przed radą Starszych i sprawozdanie z wykonanego zadania zdasz, pergaminy wypełnisz a my tymczasem Pod Rozbrykanym Kucykiem kolejne zwycięstwo (bo jakże może być inaczej) sławić będziem.

A co do Ciebie Captainie, dumny jestem, że takiego barda w drużynie mamy. Sławnym nas uczynisz. Prośby dwie jeno mam. Pierwsza: mógłbyś waść Ingolasa jakąć fecyją zabawić, bo nasze elfiątko ponure chodzi. Żal serce ściska. Pewnikiem płacze po lesie spalonym… Przejdzie mu jak miecze w cielsku Samborga zatopi ale nie chce jeszcze przez dwa dni na jego smutną gębę patrzeć…
Druga: na laurach nie spoczywaj, pióro i pergamin częściej używaj.

Do zobaczenia w Kurhanach.
Xabbu
cigrela sabmel
Forum Addict
*
Offline Offline

Wiadomości: 2235



« Reply #71 on: September 24, 2008, 11:04:36 AM »

To jeden z najciekawszych topików na forum ostatnio ;D Milo sie czyta. Gratulacje talentu panom życzę i czekamy na dalsze przygody.
Quintu
Wojownik Twierdzy
Mędrzec
*
Offline Offline

Wiadomości: 457

"Sam jesteś BaRlog!" :D


« Reply #72 on: September 24, 2008, 01:25:24 PM »

Słusznie prawisz Mości Valramirze - nie inaczej nam trzeba jak zmazać hańbę i Sambroga niecnego ubić co mniemam nastąpi przed nastaniem kolejnej nocy; Dobrze, że w drużynie pojawi się ktoś TRZEŹWO myślący. Cny Emssiku liczymy na ciebie! :) Co zaś do Ingolasa - trzeba mu ino zapodać zacnego winka z przepastnych piwnic króla elfów a - jak mniemam - zaraz wigor i radość odzyska...
 
Jeżeli zaś idzie o sprawę Toma Bombadila - wyucz się Mości Valramirze kanonów sztuki foresterskiej a i poznawać będziesz drzewa i nauczysz się ja sadzić, co znacznych zasług ci w oczach Toma przysporzy i gniewać się na nas za to nie będzie... tylko pół lasu mu na nowo zasadzisz :D

Jeśli zaś idzie o profesję i biegłość w warzeniu naparów różnorakich - obiecuje solennie, że od dziś już żadnej nalewki czy naparu nie zepsuję co na chwałę naszej drużynie tylko wyjdzie a i na Ingolasa uważać będę aby też zasad sztuki warzenia dochowywał...

Pozostał nam tylko kłopot co zrobić ze Złotą Jagodą, która być może ciągle bez czucia leży gdzieś pośród cieni drzew przy gościńcu do Bree... Myślę, że to zadanie dla mości Eycka - przeprosi ją, wręczy pęk uwielbianych przez nią lilli i co najwyżej posprząta jeziorko opodal źródełka z immisji wszelakich, które się tam przez jego nieuwagę znalazły.

Na koniec zaś prośba do Mości Callantrisa aby następnym razem uważał gdzie sztyletem dziobie, bo wielkie z tego mecyje wyjść mogą...


pozdrawiam
Czarna Mamba
Przybysz
*
Offline Offline

Wiadomości: 19


« Reply #73 on: September 25, 2008, 11:50:38 AM »

Straznicy!! Stary jezdziec apocalipsy przygladal sie wam z oddali i podsluchal rozmowe o Samborgu... Mam zlecenie z gild na bestyje wszelakiej masci moze ruszymy na dzikiego zwierza jak za starych dobrych lat ;D ??? czekam na wiesci od was (Poslaniec-Piekna Elfka z duzym "C")  ;D
Zamir
Wojownik Twierdzy
Super Bohater
*
Offline Offline

Wiadomości: 1104


Zamir MATURA 1965 - Punkt G - fakt czy mit?


« Reply #74 on: September 25, 2008, 12:54:11 PM »

Przyjacielu, rad słyszę twe słowa. Dawno też, żem nie słyszał miana Jeźdźcy Apokalipsy. Stare to zaiście dzieje. Z tęsknoty do owych czasów Strażnicy swój żywot wywodzą. Jak widzisz jest wśród nich potomek (przyszywany) naszego starego i sławnego kompana Quinthorina. Razem podtrzymujemy stare tradycje Jeźdźców, tropiąc i niszcząc sługi nieprzyjaciela wszędzie tam, gdzie z piekielnych czeluści wylezą. Żaden z nich pewnym swego żywota być nie może dopóty Strażnicy wartę trzymają. Długo by prawić o naszych zasługach i czynach pieśni godnych, wiesz przecie sam cośmy za jedni. Nie raz i nie dwa stawaliśmy razem, opór mrocznym poczwarą dając. Ech stare to czasy... Dość o tym. Powstali Strażnicy - młodzi, lecz brak doświadczenia męstwem i zapałem nadrabiają (ostatnio z tego mały pożar wyszedł, ale nic to…). Powiem jeno: miejsce dla tak sławnego Jeźdźca (i protegowanych jego) zawsze jest wśród Strażników. Witaj ponownie w szeregach naszych.
Pages: 1 ... 3 4 [5] 6 7 ... 13
  Print