Zgadzam się z Galderem, słuch nie załatwia wszystkiego. Wiem po sobie

Pianino, werble, bębny, fąfary, puzony, saksofony. To wszystko wchodziło mi przyjemnie i szybko. Ale te rąbane gitary ni hu hu! Rozumiecie, nauczyciel raz mi pokazał jak wydobyć czysty dzwięk na kontrabasie i kuźde wyszło mi. Ale nie na gitarze, akustycznej, elektrycznej czy basowej. Nic szarpanego. Nawet malutkie ukulele czy banjo. Poczucie rytmu, słuch, chęć nauki, cierpliwość do ćwiczeń itp. itd. to wszystko super bardzo ważne. ALE wystarczy że masz słabiej zginający się jeden palec w ręce i już po ptakach. Bo za słabo na progu strune dociśniesz. Masz za duże dłonie? Źle bo będziesz trącał nie te struny co trzeba. Za małe? Źle bo nie obejmiesz tego co trzeba. Najlepiej spróbować pare razy na różnych, sprawdzić czy to łapiesz. Jak nie to nic straconego bo jest tak jeszcze z kilka setek instrumentów do spróbowania od malutkiego trójkąta po 80 tonowe organy katedralne

p.s. Inna sprawa że dawno zapomniany kumpel miał to samo co ja z gitarami, tj. łapał za dużo strun i się generalnie gubił jak chodzi o synchronizacje pracy obydwu rąk. I co? Zarąbiście grał na harfach które są ponoć 10 razy trudniejsze do opanowania ;d