Postaram się w skrócie napisać jak się za to zabrać. Wszystkiego na raz nie opiszę, bo za dużo tego, ale pytajcie chętnie odpowiem.
Na początek jak w każdym modelarstwie, pilniczek w rękę, trzeba spiłować nadlewki które zostały na figurce po odlewie w formie. Potem sklejamy figurkę, ewentualnie zostawiamy na później części które po przyklejeniu były by zbyt trudno dostępne. Ja sam prawie zawsze wszystko sklejałem przed pomalowaniem, bo malowanie malutkich części luzem to mały koszmarek.
Teraz kolej na podkład. Zależnie od ogólnej kolorystyki figurki, dajemy podkład jasny lub ciemny, najczęściej mówi się o białym lub czarnym, ale jeśli to ma być np. nagi ork, to czemu nie miałby to być kolor zielony.
I tak docieramy do sedna. Jak malować. Zaczynamy niejako od spodu, czyli od najciemniejszych zakamarków. Jeśli np płaszcz figurki ma kolor czerwony, to w załamaniach, po wewnętrznej stronie kaptura itp. kolor powinien być dużo ciemniejszy, np. bordowy. Zaczynamy więc od pomalowania całego obszaru na ciemniejszy odcień. Nastęnie nakładamy jaśniejszy kolor na trochę mniejszym obszarze, tak żeby nie zbliżać się za bardzo do "ciemnych kątów". Nakłądając kolejne warstwy, dochodzimy po kolei do bazowego koloru, a następnie do rozjaśnień, które najjaśniejszym kolorem pokrywają najbardziej wystające elementy, np krawędzie, czubki głów itp.Ogólna ilość warstw zależy od naszej cierpliwości, na początek nie szalałbym i spróbował z trzema-czterema, łącznie z cieniami i rozjaśnieniami.
Inna technika rozjaśniania, to tzw. brushing, czyli... pędzlowanie? (jakoś medycznie mi się to kojarzy

) Polega ona na malowaniu "suchym pędzlem". Maczamy pędzel w farbie, a następnie wycieramy go w chusteczkę tak by zostawiał tylko ledwo widoczny ślad farby. Następnie lekko omiatamy malowany obszar, tak żeby pędzel dotykał tylko najbardziej wystające obszary. Świetny sposób na malowanie włosów, futer, kolczug, piasku i innych bardzo drobnych elementów.
A teraz to co powinno być na początku, czyli o sprzęcie. Pędzle najlepsze te z naturalnego włosia. I nie jest to jakaś fanaberia, bo sam w to nie wierzyłem dopóki nie sprawdziłem. Rozmiar - dobrze było by mieć choć dwa, trzy rozmiary, od 000 do 0 (o ile nadal tak się oznacza rozmiary i nic mi się nie pomyliło, będzie już z 10 lat jak nie kupowałem pędzla).
Farby. No tutaj chyba wiele nie powiem, bo pewnie sporo się zmieniło. Ja używałem oryginalnych akrylowych farb Citadel, firmowanych przez Games Workshop. Inne tańsze akryle kryły duuuużo gorzej i malowanie nimi to nieporozumienie. Plecam więc farby przenaczone do malowania figurek.
Wieczorem postaram się wrzucić jakieś zdjęcia swoich starych figurek.