Pages: [1] 2
  Print  
Autor Topic: Opowieści z Etten  (Read 6047 times)
Quintu
Wojownik Twierdzy
Mędrzec
*
Offline Offline

Wiadomości: 457

"Sam jesteś BaRlog!" :D


« on: March 24, 2009, 10:27:12 PM »

   
DLACZEGO NIE LUBIMY NIEKTÓRYCH BURGÓW

     Mglisty poranek wstał tego dnia w okolicach Tirith Raw. Twierdza od niepamiętnych czasów była przedmiotem sporów mężnych wojowników walczących pod sztandarami Wolnych Ludów Śródziemia i orków z Angmaru pod sztandarami Oka, o których męstwie nikt nie słyszał bo i po co? Właśnie jeden z tego podłego i pogardzanego plemienia przechadzał się w okolicach twierdzy wykonując jedno z pierwszych zadań w swoim młodym życiu –miał zdobyć 10 skór szarych niedźwiedzi z gór. Ciężkie to zadanie dla nowicjusza w hunterskim fachu i niedoświadczonego młokosa. Młodzik nie zrezygnował jednak i z duszą na ramieniu (tak, tak orki też mają coś na kształt duszy) podkradał się właśnie do stojącego nieopodal ogromnego miśka. Przymierzył z łuku, wystrzelił… i chybił. Niedźwiedź powstał na dwie łapy i wydał z siebie potworny, ochrypły ryk. Po chwili ruszył chyżo w kierunku młodego BlackArrowa. Doszło do zwarcia. Zwierzę dotkliwie kaleczyło orka, jednakże nie poddawał się on i raz za razem zatapiał swój czarny nóż w ciele zwierzęcia, a kiedy mógł odskakiwał i strzelał z łuku. Po dłuższej chwili zwierzę słaniając się runęło na ziemię a postronny obserwator mógłby pomyśleć, że to olbrzymi jeż – tyle strzał wystawało z olbrzymiego cielska. Na nogach słaniał się także Blackarrow mając w sobie resztki żywota  ale wydał z siebie radosny okrzyk zwycięstwa. Już miał się pochylić nad pokonanym zwierzakiem i zacząć oprawiać truchło, gdy nagle zastygł pod wpływem rzuconego czaru stunnującego. Po chwili jakoby z mgły wypłynęła postać burglara, który nie zawahawszy się nawet przez chwilę pchnął nożem w szerokie plecy orka. Blackarrow stał chwile bez ruchu a jego czarna czupryna zaświeciła się przez chwile od refleksów światła kiedy runął na ziemie. Burg w milczeniu pochylił się nad pokonanym i szybkim ruchem obciął mu część czupryny i przytroczył sobie do pasa. Potem płochliwie rozejrzał się za siebie słysząc w oddali nawoływania orkowe. Rzucił już czar, który miał spowodować, że stopi się z powietrzem gdy nagle poczuł, że doświadczeni wojownicy orkowi namierzyli go za pomocą swych talizmanów. Wtedy zaczął biec. Kilka strzał zaświstało mu koło ucha ale szybko oddalił się od pościgu i wtopił w ogromne cienie twierdzy Tol Ascarnen. 

 
     W twierdzy Tol Ascarnen mężni wojownicy wolnych ludów Śródziemia snuli opowieści o swych walecznych czynach. Właśnie jeden z hunterów opowiadał jak zabił orka jednym strzałem, gdy przy ognisku pojawił się burglar z pasem pełnym orkowych skalpów. Towarzystwo zamilkło i z szacunkiem rozstąpiło się ustępując bohaterowi miejsca przy ognisku. Poprosili go o opowieść a więc opowiadał, jak skradał się w pobliżu twierdzy i wyzywał każdego spotkanego orka i jak zwinnie ich pokonał jednego po drugim stojąc z nimi twarzą w twarz. „To ci bohater” zakrzyknęli z podziwem wojownicy. Słusznie nosi swoje gwiazdy! (dokładnie 3,5 gwiazdy – wyjaśnienie w PS.).

     Kolejnej nocy burglar znowu ruszył na swoje łowy pod Tirith Raw. Miejsce miał stałe od lat – kręta ścieżka między wzgórzami a twierdzą, często zachodząca mglą, gdzie łatwo było się ukryć wśród okolicznych skał i krzaków. Dziś marzył o kolejnym skalpie i kolejnej połówce gwiazdy. Nigdy nie zdradzał techniki polowań a innym dawał pożywkę do podziwu opowiadając o swoich „walkach”. Przypomniała mu się ostatnia kiedy ledwo uszedł z życiem. „Uff, jak dobrze że mam magiczny sill „logout” – inaczej by mnie na pewno dopadli i zabili te orki wściekłe. A wtedy straciłbym swoje ukochane gwiazdy i nie byłbym bohaterem krainy Ettenmoors” Rozmyślał tak, przez chwilę, gdy nagle w oddali na ścieżce zauważył potężnie zbudowanego orka, który z łukiem zmierzał w kierunku wzgórz. Niczym wąż zaczął snuć się między skałami zbliżając się do swej kolejnej ofiary. Ork wyraźnie był na tropie niedźwiedzia, gdyż w pewnym momencie pochylił się badając ślady na ziemi. Potem wydarzenia potoczyły się szybko. Burglar poczuł jak po plecach przebiega mu ciepły prąd namierzającego czaru. Nagle poczuł się jak w południe na pustyni – nagi i bezbronny. Rzucił się do ucieczki. Wtedy BlackArrow odwrócił się szybko i strzelił spętującą strzałę. Nagle zewsząd pojawiły się postaci orków, które rzuciły się na burga – próbował się odgryzać a nawet wyrwał się w pewnym momencie swoim oprawcom i rzucił do ucieczki. W głowie kołatały mu się dwie myśli. Najpierw myślał jak szybko zniknąć korzystając ze swych umiejętności ale płonąca strzała BlackArrowa szybko wskazała mu błąd w rozumowaniu. Potem już tylko w głowie huczała mu druga  myśl – logout szybko, szybko… Za wolno. Kolejny spętujący strzał zatrzymał go z resztką życia w miejscu. Blackarrow nie spieszył się. Podszedł dostojnie do burga i przypatrzył mu się uważnie. Nagle jego wzrok stężał a w oczach rozbłysły ogniki wściekłości. Zauważył pas mężnego wojownika i skalpy swoich pobratymców. Wtedy podniósł łuk, powoli go naciągnął i posłał strzałę prosto między oczy bohatera z Ettenmoors…


pozdrawiam


PS. Requadan - ty draniu – spotkamy się jeszcze (nigdy nie widziałem jeszcze tak bezczelnego gankera, który wylogowuje się, żeby walki uniknąć i chronić swoje gwiazdy ) ;)
Kadorin
Lotro Officer
Super Bohater
*
Offline Offline

Wiadomości: 1023



« Reply #1 on: March 25, 2009, 02:55:01 PM »

Powinieneś pisać jakieś powieści, książki - chyba, że już to robisz ;)
Bardzo fajnie piszesz ...
Madronir
Wojownik Twierdzy
Weteran
*
Offline Offline

Wiadomości: 154



« Reply #2 on: March 25, 2009, 04:41:57 PM »

Powoli się robię fanem twoich opowiadań :)
Geralt the Dauntless
Bohater
***
Offline Offline

Wiadomości: 720


Forsaken in the dark


« Reply #3 on: March 25, 2009, 04:53:26 PM »

Musze Ci coś na złość zrobić, to może i o mnie coś napiszesz  ::)
Ptah
Wojownik Twierdzy
Przybysz
*
Offline Offline

Wiadomości: 37


"SiH" Semper Fi


« Reply #4 on: March 26, 2009, 08:38:17 AM »

Dla zainteresowanych twórczością Quinta kilka linków:
http://mir3.isp.net.pl/forum/viewthread.php?forum_id=8&thread_id=723
http://mir3.isp.net.pl/forum/viewthread.php?forum_id=8&thread_id=810
http://mir3.isp.net.pl/forum/viewthread.php?forum_id=8&thread_id=823
Quintu
Wojownik Twierdzy
Mędrzec
*
Offline Offline

Wiadomości: 457

"Sam jesteś BaRlog!" :D


« Reply #5 on: March 26, 2009, 01:47:40 PM »

Oooo... no popatrz - to faktycznie ciągle tam leży; Stare dzieje :)


pozdrawiam

ps. oczywiście coś za jakiś czas napiszę; Geralt - sam tego chciałeś :D
Quintu
Wojownik Twierdzy
Mędrzec
*
Offline Offline

Wiadomości: 457

"Sam jesteś BaRlog!" :D


« Reply #6 on: March 30, 2009, 08:00:38 PM »

MAZAUK

   Nad wspaniałą kraina Lonelands dawno już zapadł zmrok. Resztki zachodzącego słońca majaczyły nad rozległymi stepami powoli zanikając wśród atramentowo czarnej ciemności. Wraz zmrokiem gdzieniegdzie jednak rozbłysły jaśniejsze ogniki – niewątpliwy znak czyjejś obecności . Przy jednym z takich ognisk niedaleko bagiennej krainy Haragmar zasiadło kilku wojowników. W milczeniu wpatrywali się w błyskające wesoło płomienie oczekując aż smakowite jedzenie zawieszone w kociołku nad ogniskiem zacznie rozsiewać przyjemne zapachy. Nagle gdzieś nieopodal odezwało się przeciągłe wycie warga, które postawiło na baczność siedzące przy ognisku towarzystwo. Tylko jeden władca bestii – elf z pochodzenia - nie drgnął nawet wpatrując się z zamyśleniu w krwawoczerwone od ognia polana ogniska. Kiedy warg umilkł i towarzysze władcy bestii zasiedli ponownie wokół płomieni elf odezwał się cichym spokojnym tonem jednak można było rozpoznać w intonacji pewien dziwny niepokój, który już po chwili udzielił się jego kompanom…

...Dziwne to były czasy, pełne chwały dla Wolnych Ludów i pełne pogardy dla orkowego plemienia i sprzymierzonych z nimi watahom wargów i pająków. Jednakże wśród tej wszechobecnej pogardy zdarzały się rzeczy niepojęte, które pozwalały innym spojrzeniem ogarnąć naszych podłych i podstępnych przeciwników. Zdarzyło się to w krainie Ettenmoors nocy podobnej do tej, kiedy wraz ze swym dzielnym kompanem niedźwiedziem przemierzałem ostępy leśne nieopodal Lugazag. Nagle do uszu mych doszedł dziwny trzask a potem skowyt i szelesty jakie wydaje szamoczące się cielsko. Podszedłem bliżej. Nagle oczom mym ukazał się dziwny widok. Oto w sidłach szamotał się uwięziony olbrzymi warg. Sznury mocno zacisnęły się na jego przedniej prawej łapie z której toczyła się posoka. Jednakże mimo niewątpliwego bólu stwór nie przestawał szarpać sznurów nie zważając przy tym na to, że dotkliwie kaleczy swoją łapę. Pojąłem po chwili, że gotów jest do ostatecznego poświęcenia aby tylko uwolnić się z potrzasku.  Wtedy podjąłem decyzję która zapewne wielu z was towarzysze nie mieściłaby się w głowie. Jako, że jam władca bestii – żal mnie było wielkiego wilka. Kiedy poczuł moją woń zjeżył włosy na karku i warknął z taka mocą, że podmuch przewrócił nie tylko mnie ale i mojego wiernego druha miśka usadził w miejscu tak, że aż na zadzie przysiadł. Nie rezygnowałem jednak i podźwignąwszy się z trawy, ciągle obserwując zwierzę podszedłem bliżej. Szeptałem cicho – Uspokój się, nic ci nie zrobię, Nie jestem twoim wrogiem… Warg uspokoił się nieco ale nie przestawał podejrzliwie zerkać na moje ruchy, gotów przy pierwszym fałszywym ruchu odgryźć mi głowę. Powolnym ruchem zabrałem się za luzowanie sznurów które oplotły łapę zwierzęcia a po chwili zdjąłem je zupełnie. Potem prowizorycznym opatrunkiem zawiązałem łapę warga nie zapominając przy tym alby samą ranę skropić uprzednio wodą z dodatkiem uzdrawiających liści królewskiego ziela. Warg obserwował mą pracę w milczeniu ale nie warczał już tylko popiskiwał z cicha. Kiedy skończyłem zajmować się dziwnym pacjentem, warg raptem ni to zawył ni to zapiszczał a do mych uszu dotarły szorstkie elfickie słowa mówione z wyraźnym ale bardzo dziwacznym akcentem:

Czy ty przyjaciel mój czy wróg?
Nie bacząc na mój wygląd zły,
Żeś pomógł jakbym bratem był…
I nie zważałeś na me kły….

Zapewniam przyjaciele, że nigdy nikt mnie tak nie zaskoczył jak to wilczysko na modłę elficką pieśniami mówiące. Zdziwiony wielce odrzekłem – Ja Geralthalion władca bestii. Nie mogłem przejść obojętnie nad krzywdą zwierzęcia, choćby moim największym wrogiem być miało. Na te słowa warg pokazał zęby i odrzekł złowrogo:

Ty nie porównuj mnie do psa
Co nierozumnie służy wam,
Choć bystry nie dorówna mi.
Ja w sobie krew królewską mam.

Ja z rodu  wargów z Ettenmors,
Co rządzi tu tak dawno, że
Choć długi jest Śródziemia świat,
To dłuższe rządy będą me

Ze zdumieniem wpatrywałem się w zwalistą sylwetkę warga a z każdym słowem dziwnego wiersza rósł on w mych oczach przekształcając się w postać równą intelektem naszym mędrcom. Wilczysko nie odezwało się więcej po tym dziwacznym oświadczeniu, jednak nie kwapiło się aby opuścić pospiesznie sklecone przeze mnie obozowisko. Siedzieliśmy tak w milczeniu aż do samego ranka. Wtedy dopiero warg podniósł się na łapy i lekko kulejąc zaczął niespiesznie się oddalać. Kiedy dotarł do najbliższego wzgórza odezwał się jeszcze raz.

Dobra jest w tobie elfia krew -
Wyczuwam Wysokiego Rodu smak.
Pomogłeś, nie pytając mnie,
Jaki jest mój wargowy znak.

Mazauk zwą mnie – ja wargów król
Dlatego tu zapewnię cię,
Że przyjdzie jeszcze chwila ta
Kiedy ma pomoc przyda się

I ja pomogę…

Dalej nie słyszałem już nic bo Mazauk zniknął a cień jego zakryło porośnięte trawą wzgórze.
Mijały miesiące. Zapomniałem o dziwnej przygodzie zwłaszcza, że nie specjalnie pochwaliłem się wśród bohaterskich wojowników, którzy mogli by to, że darowałem wargowi życie, wziąć za objaw mej słabości. Wieści z Ettenmoors napływały dość ponure. Oto dzika horda zjednoczonych plemion orkowych, wataha wargów i grupa pająków atakowały kolejne twierdze nie pozostawiając przy życiu nikogo, kto mógłby przekazać innym niepokojące wieści. Z czasem w rękach wolnych plemion pozostał tylko Lugazag. Pewnego dnia nadeszli. Straszna to była bitwa, w czasie której twierdza kilkukrotnie przechodziła z rąk do rąk. Wreszcie ocalała grupa wolnych ludzi zabarykadowała się w sali na parterze twierdzy a nasz koniec był bliski. Wtedy zaatakowali ostatni raz. Widziałem jak moi towarzysze padają kolejno od strzał orków lub rozrywani są przez ogromne wargi. Popłoch w naszych szeregach wywoływali także szarżujący wściekle reaverzy, którzy majac za plecami plujące pająki i straszliwych warleaderow nie bali się niczego i coraz śmielej nacierali nie bacząc już potem na swoje życie. Potem dopadli i mnie. Dwa wargi skoczyły na mnie. Jednego oślepiłem swym czarem ale kiedy wypowiadałem inwokacje kolejnego czaru obezwładniającego, drugi warg uderzając łapą rozpłaszczył mnie na ziemi. Już rozwarł szczęki aby rozszarpać, gdy nagle padł na nas ogromny cień. Chwile potem komnatą wstrząsnęło okropne wycie które echem poniosło się po zamku. Wtedy wszystkie wargi znieruchomiały przez chwilę a potem otoczyły mnie zwartą grupą nie dopuszczając żadnego orka ani pająka, którzy właśnie kończyli rzeź moich towarzyszy. Początkowo orkowie próbowali dostać i mój nędzny żywot ale zrezygnowali po piekielnym wyciu i rozszarpaniu kilku ich najlepszych żołdaków. Nagle zapadła cisza. Zostałem ja i cała ta okropna horda. Wtedy wśród tej przejmującej ciszy popłynął wiersz który na zawsze zapadł w mej pamięci:

Odsuńcie się kto przetrwać chce
Elfie – oto pojmałem cię
Mazauk władny życie dać
Przysięga musi spełnić się

Gromada wargów odprowadziła mnie aż do obozu na skrzyżowaniu dróg niedaleko Tol Ascarnen. Wtedy Mazauk przemówił ostatni raz:

Tu nasze drogi pośród wzgórz
Z dzisiejszym dniem rozchodzą się
Bacz Elfi Mistrzu abym już
Nigdy nie spotkał tutaj Cię…

Gdy to nastąpi – rzekę ci -
jednemu z nas pisana śmierć…

I był to ostatni raz, kiedy widziałem Wodza wargów Mazauka i od tej pory nie chadzam do Ettenmoors aby nie kusić losu…


pozdrawiam   
Huriel
GM Iron Lady ;-)
Starsza nad armatą
Forum Addict
*****
Offline Offline

Wiadomości: 10550


KoHaniutka


« Reply #7 on: March 30, 2009, 08:44:49 PM »

Chylę czoła Quintu przed Twym niewątpliwym talentem, pieknie napisane :)
Geralt the Dauntless
Bohater
***
Offline Offline

Wiadomości: 720


Forsaken in the dark


« Reply #8 on: March 31, 2009, 04:07:34 AM »

Piękne!  :D
Etheldar
Mędrzec
**
Offline Offline

Wiadomości: 457



« Reply #9 on: March 31, 2009, 06:41:27 AM »

Super, gratuluję talentu!  ;)
Czarna Mamba
Przybysz
*
Offline Offline

Wiadomości: 19


« Reply #10 on: March 31, 2009, 07:51:12 AM »

Dobrze gada  Mazuk ;D  niech ten elfi mistrz nie kusi losu  :P gratz talentu Quintu. btw teraz dla odmiany napisz cos o swoich przygodach na etten slyszalem ze kazda twa strzala smiertelna , Tyrant Akhulot podobno jest pod wplywem twego uroku ;)
Huriel
GM Iron Lady ;-)
Starsza nad armatą
Forum Addict
*****
Offline Offline

Wiadomości: 10550


KoHaniutka


« Reply #11 on: March 31, 2009, 08:01:04 AM »

normalnie Kochaniutki jest favoured by Akhulot :)
moja Mortadela tez jest favoured by wszyscy Tyranci:) nie ma to jak wędlinka!

Więcej Quintu, więcej:)

Quintu
Wojownik Twierdzy
Mędrzec
*
Offline Offline

Wiadomości: 457

"Sam jesteś BaRlog!" :D


« Reply #12 on: April 07, 2009, 11:19:55 AM »

POLANKA


Pewnego pochmurnego popołudnia opodal osady elfickiej przy południowym moście prowadzącym do Tol Ascarnen, między drzewami chyłkiem przymykała się jakaś postać. Osobnik zręcznie wykorzystywał każdy krzak aby jak najmniej tylko zwracać na siebie uwagę. Widać było, że robi to nie pierwszy raz. W pierwszej chwili ciężko było osądzić jakiej rasy, a przede wszystkim klasy jest dziwny zwiadowca. Dopiero dłuższy ogląd wskazywał, że był to mężczyzna rasy ludzkiej i najprawdopodobniej champion bo 2 jednoręczne bronie dumnie kołysały się przytroczone do złoconego pasa. Na plecach osobnik miał pięknie zdobiony łuk, najprawdopodobniej elfiej roboty a na głowie lekko tylko połyskujący hełm z radiansowego seta.

Trzeba przyznać, że wielce odważny był to osobnik skoro tylko w pojedynkę zapuścił się w nieprzyjazne ostoje leśne. Niewielu było wtedy takich, którzy mieli tyle doświadczenia, aby tak odważnie skradać się pośród ziem będących od niedawna w niepodzielnym władaniu sił Angmaru, gdzie tylko niczym wysepki na wezbranym morzu, widniały warowne obozy elfickie. Jeden z nich we władaniu Marshalla Ana znajdował się zaledwie staję od miłego w wyglądzie zagajniczka, w którym siedział nasz zacny champion. Przysiadł on właśnie u stóp wielkiego modrzewia i krótkimi łykami spijał coś z bukłaczka, który także miał przytroczony przy pasku. Musiało mu to sprawiać wielką przyjemność bo wyraźnie się rozluźnił.
"Ech, że też mnie Zamirowi przyszło samemu łazić po tych paskudnych krzaczorach" wyszeptał raptem do siebie.
   Tak - to właśnie był Zamir - champion o którym nawet przy ogniskach orków mówiono z szacunkiem wspominając jego wielkie czyny, wśród których prym wodziła opowieść o słynnej zabawie w gospodzie "Pod Rozbrykanym Kucykiem" w Bree, gdzie pił przez 3 dni non stop a potem nie widać było po nim śladu zmęczenia (Orkowie niewiele z niej rozumieli ale, że była krotochwilna i pikantna w szczegółach - bardzo im się podobała chociaż dziwili się potem, że Zamir nie zjadł tego kuca pod którym siedział, bo to przecież pierwszorzędna przekąska skoro brakuje porządnego hobbickiego mięsiwa).
   "Ech, gdzież oni są? - Zamir dalej uprawiał goniosłowomatyzm (uproszczając - niepohamowane gadanie do samego siebie :D - przyp. autora) - już dzień minął kiedy ta banda orków rozproszyła mnie i moich towarzyszy na górzystych pagórkach Coldfells. Pocośmy tam w ogóle leźli? Tak... tak to bywa kiedy Twardomir zdaje się na swojego Ryśka i każe mu prowadzić drużynę. Takie są tego efekty... Ale złego słowa na bestię nie pozwala mówić tylko od razu oślepia. Ech.... No ale ktoś musiał prowadzić a Rysiek chyba najlepiej znał drogę... Tylko szkoda, że nie powiedział dokąd właściwie idziemy..." Zamir łyknął znowu z bukłaczka. "Przeklęte orki... No nic - ide dalej"

   Znowu ruszył przed siebie na każdym kroku udając drzewo. Kluczył tak przez jakiś czas aż dotarł do dziwnej polanki. Drzewa wokół były ogromne - bez wątpienia same dęby. Jednakże uwagę zwracały ich pnie - straszliwe pokaleczone jakąś złośliwą ręką. Zamir obejrzał je kolejno uważnie. Dziwne to były ślady. Każde drzewo opatrzone było pokracznie narysowanym symbolem. A to na jednym zauważyć się mogło pajęczynę. Na kolejnym widniała jakby łapa wilka. Na następnych były inne symbole, których Zamir nie mógł jednak zrozumieć. Rzeczą wspólną dla wszystkich drzew były jednakże olbrzymie krechy które znajdowały się pod każdym z odkrytych symboli. Zamir obserwował to z  rozdziawioną buzią, ale bez skutku starał się dociec, co ta dziwna symbolika może u diabła oznaczać... Podziwiając dęby zupełnie stracił instynkt samozachowawczy i nieostrożnie wysunął się z dającego bezpieczeństwo cienia drzew. Wtedy poczuł w tylnej części ciała, która zazwyczaj służy do siedzenia, ukłucie strzały, która w jednej chwili zatrzymała go w miejscu. Potem zza drzew wybiegła wściekle wyjąc banda sługusów Angmaru, wśród których prym wodził olbrzymi warg z wielką Czarną grzywą, tuż za nim w pozornie Żółwim tempie poruszał się wielki paskudny pająk, który kilkoma parami swych oczek złośliwie świdrował postać championa. Wśród drzew można było dostrzec jeszcze sylwetki 2-och Blackarrowów, którzy bez opamiętania strzelali raz po raz w Zamira tak jakby był wielką tarczą. Zamir patrzył nas to wszystko i po raz ostatni w swym życiu paskudnie zaklął.


***

I staliśmy na naszej polance, którą ten champion parszywy skalał swoją obecnością. Wtedy mój towarzysz Blackarrow zapytał chrapliwym głosem -  "Kto go dobił??" Wtedy pająk podniósł przednie odnóża i zaświergolił radośnie. Westchnąłem wtedy i podszedłem do drzewa, które na jego cześć oznaczyliśmy symbolem pajęczyny... I dodałem kolejną krechę na wielkim zmurszałym od starości pniu.

pozdrawiam
Huriel
GM Iron Lady ;-)
Starsza nad armatą
Forum Addict
*****
Offline Offline

Wiadomości: 10550


KoHaniutka


« Reply #13 on: April 07, 2009, 01:17:23 PM »

Creepy jakies takie romantyczne w tej Twojej opowieści, jakies takie natchnione, cos mi to ściemą pachnie:)

Nie zmienia to faktu, że świetne!
Quintu
Wojownik Twierdzy
Mędrzec
*
Offline Offline

Wiadomości: 457

"Sam jesteś BaRlog!" :D


« Reply #14 on: April 08, 2009, 01:10:45 PM »

Ponieważ spotkałem, się z zarzutami, że creepy w moich opowiadaniach są za bardzo hmmm... romantyczne??, postanowiłem odrzucić otoczkę romantyzmu i pokazać brutalną rzeczywistość Ettenmors. Oto opis jednej ze dziesiątek potyczek jakie codziennie mają miejsce w okolicach południowego mostu przerzuconego przez rzeczkę rozdzielającą Tol Ascarnen od Obozu Elfów Marshalla Ana...


TAKA ZWYKŁA POTYCZKA


   I oto stanęli na środku mostu i rychło przejęli nad nim pełną kontrolę. Było ich wielu - wspaniali wojownicy, kwiat Śródziemia. Różne wśród nich były klasy. Byli sokoloocy hunterzy, byli championi i mocarni guardianie. Byli minstrellowie, którzy ku pokrzepieniu serc co rusz przygrywali piękne bardowskie melodie. Spokój w szeregach i karność oddziału utrzymywali kapitanowie. Przy zejściu z mostu za którym otwierało się trawiaste wzgórze, ukryci przed wzrokiem postronnych szpiegowali burglarzy. Towarzystwo spoglądało na siebie pełne szacunku. Tu i ówdzie rozlegał się dźwięk rozmów a wszystkie były prowadzone z wrodzonym wolnym ludziom wdziękiem, płynnością, wyszukaną składnią i uczonością. Można by odnieść wrażenie że jest się w środku uczonej dysputy a nie  przed krwawą bitwą...


   Wtedy od strony twierdzy ukazała się pędząca bezładnie banda, która w tumanach kurzu i okropnym ryku stanęła wkrótce niedaleko mostu. Paru reaverów wychyliło się za daleko, stając się łatwym łupem patrolujących przedpole mostu burglarów - bezskutecznie próbowali uciekać padając już wkrótce tuż przed resztą bandy. Wtedy wśród okropnego wycia orki, wargi i pająki porwały ciała poległych i na oczach świetnie zorganizowanej grupy Wolnych Ludzi rozszarpali zwłoki swoich niedawnych towarzyszy i zaczęli raczyć się lekko ciemnawym mięsiwem. Na czele bandy stał przygryzając kawał wątroby orkowej olbrzymi War Leader. Widać było że ma wśród swoich największy posłuch. Kiedy miał problemy z utrzymaniem dyscypliny w gromadzie odwracał się i olbrzymim tasakiem - niczym rzeźnik jakowyś - ciął na oślep w tłuszczę. Sługusy Angmaru stanęły bezładnie i szeroko naprzeciw mostu i wydzierały się na Wolnych Ludzi niewyszukanym słownictwem. Na porządku dziennym były głośno puszczane gazy i odgłosy towarzyszące odbijaniu się jedzenia wewnątrz trzewi. Towarzyszył im straszliwy smród potu, odchodów i rozprutych ciał ich zjadanych pobratymców, taki że nawet przywódca Wolnych Ludzi - elf Wysokiego Rodu zmarszczył na chwilę nos. Paru co krewkich black arrowów odwróciło się tyłem do rajdu zgromadzonego na moście i pokazało mu swoje zadki nie wzbudzając jednak szczególnej reakcji.

   Wtedy warleader dał znak i tłuszcza ruszyła w podskokach trackując uprzednio przedpola mostu wyszukując ukrytych burglarów. Zaświszczały tasaki reaverów i już po chwili na przedpolach mostu podniosły się potworne okrzyki zarzynanych hobbitów, elfów i ludzi. Jeden z nich ranny próbował odczołgać się w kierunku brzegu rzeki. Wtedy nie zważając na gniewne okrzyki dowódcy od grupy orkowej odłączyło się dwóch defilerów. Przytrzymali nieszczęsnego burga i swoimi żelaznymi nożami podcięli mu żyły usiłując zebrać krew do skórzanego bukłaka, który mieli z sobą. Wtedy to nadbiegł reaver wyraźnie zaciekawiony po co im krew biedaka. Usłyszawszy, że zrobią z niej wspaniałą zupę albo kaszankę pokręcił i popukał się w głowę i szybkim ruchem poderżnął gardło hobbita i już po chwili krew trysnęła do bukłaka z przerażającą szybkością.

   Pozostała część czeredy w jednej chwili przejęła most. Reaverzy z przerażającą skutecznością zadawali razy swoimi tasakami co chwila rozłupując czerepy Wolnych Ludzi. Wargi, które początkowo szły w szpicy rozszarpując nieostrożnych, którzy weszli im w drogę, zawróciły wtedy z zakrwawionymi pyskami od upitej krwi i rzuciły się na resztki mózgu walające się na kamiennej podłodze mostu jako że kłopot ogromny miały z rozgryzaniem głów chronionych mithrillowymi hełmami a był to ich najlepszy przysmak. Pająki także korzystały z okazji aby pobiesiadować wśród wszchobecnej rzeźi. Co rusz kąsały swoje ofiary ostrymi szczypcami przyokazji trując ich ciała powodującą rozkład substancją. Kiedy pokąsani nabierali zielonego koloru, wprowadzały im przez oko zaostrzoną rurkę i poprostu wypijały, odrzucając po chwili wyglądające jak zmumifikowane ciała.

   Ubijani Wolni Ludzie nie byli pozostawiani samym sobie - kiedy padali zaraz pojawiali się przy nich orkowie z toporami i ostrymi jak brzytwa nożami. Okazało się przy tym, że każda rasa budzi odmienne zainteresowania orkowej hałastry. Elfom odcinano uszy - bardzo popularne trofeum. Krasnoludy traciły brody. Ludziom odcinano głowy i wyłupywano oczy - rzeczy niezbędne do tworzenia urukowych talizmanów trackujących. Wszystkim bez wyjątku odcinano nogi, które następnie solono i już po kilku dniach stawały się bardzo smacznym pożywieniem. Z rzadka zdarzali się smakosze wycinający wątroby, serca i odzyskujący krew pomordowanych Bohaterów Śródziemia. Straszliwa banda ruszyła w kierunku warownego obozu, gdzie w panice schroniły się resztki wspaniałych Wolnych Ludzi...

Czy naprawdę chcecie wiedzieć co było dalej??
Pages: [1] 2
  Print