Pages: 1 [2]
  Print  
Autor Topic: Opowieści z Etten  (Read 5588 times)
Patrol
Przybysz
*
Offline Offline

Wiadomości: 35



« Reply #15 on: April 27, 2009, 02:18:13 PM »

Qui świetne pióro ; )
graty talentu ;d

Jako ze gram creepem to chce wiedziec do dalej xD
Quintu
Wojownik Twierdzy
Mędrzec
*
Offline Offline

Wiadomości: 457

"Sam jesteś BaRlog!" :D


« Reply #16 on: April 27, 2009, 09:48:33 PM »

Nie ten rozdział jest zamknięty. Wolę jednak otoczkę romantyzmu a relacja rodem z kroniki policyjnej była prowokacją... :)


pozdrawiam
Quintu
Wojownik Twierdzy
Mędrzec
*
Offline Offline

Wiadomości: 457

"Sam jesteś BaRlog!" :D


« Reply #17 on: May 06, 2009, 09:42:40 PM »

QUINTU ZABIERA SIĘ ZA PISANIE OPOWIADANIA


Pewnego późnego wieczoru czułem jakąś pustkę. Energia i frustracja nagromadzone w ciągu dnia zawzięcie pukały do mej głowy domagając się ujścia. No dobra - pomyślałem - trzeba by coś nabazgrać. Ale co?? Dylemat kołatał w mojej głowie skutecznie osłabiając zauważone tam wcześniej dwa inne żywioły. Mimo to nie poddawałem się. Jako wspomagacz posłużyła tu używka stara jak świat, która już niejednego pisarza doprowadziła do twórczej weny (potem zazwyczaj okazywała się za słaba i była zastępowana czymś cięższym - uczy tego doświadczenie wielu pisarzy ;) ). Truchcikiem udałem się wiec do lodówki usiłując sprawdzić czy mój Arch-Nemesis jakimś cudem nie pozostawił niestrzeżonej jakiejś flaszki złocistego trunku. Jest! - ucieszyłem się i czym prędzej otworzyłem chłodny napitek a po chwili raczyłem się jego smakiem. Myśli zaczęły napływać... Próbowałem złożyć w myślach jakąś składną fabułę ale najwyraźniej albo piwa było za mało albo czegoś jeszcze brakowało. Patrzyłem smętnie na napoczętą butelkę - kurde jak za mało, jak dopiero zacząłem się tym cudem raczyć? Po chwili dotarło do mnie, że brakuje oczywiście jakiejś muzyczki. Chwile pogrzebałem w trzewiach mojej maszyny liczącej którą inni nazywają czasami komputerem. Co wybrać?? Ostatnio wybrałem coś paskudnego skoro przyszedł mi do łba pomysł o pisaniu o wypruwaniu flaków... No ale wtedy piwa nie było. Dobra - dziś postaramy się zabłysnąć dowcipem - wybrałem The Pogues Fiesta; Potem pojawił się nie wiedzieć czemu Bryan Adams (cholera ale ja głupie te składanki robię). No ale początek został zaczyniony - zacząłem obmyślać fabułę; Gdzie?? Oczywiście na Etten bo gdzie by indziej jak tylko tam ostatnio łażę. Dobra - to teraz kto?? No może wreszcie ja?? Tyle mi gadali, że o moim BA nie pisuję... No ok - będzie o Kochaniutkim (cholerka nie może być głębokie bo przecież Kochaniutki herosem intelektu nie jest - on jak Pawlak z "Kochaj albo rzuć" - tylko pociąga; ech szkoda, że nie ma rozumu Pawlaka); Dobra to jeden creep już jest. Teraz by mu trza dodać jakichś towarzyszy. Myśli pobiegły w kierunku creepów Polaków; No dobra - będzie akcja z Tyrantgenralem, damy osiłka Bullburza, i kogoś dorównującemu Kochaniutkiemu intelektem, żeby się samotny nie czuł - o może Totha pechowca (on zawsze taki odważny ale na końcu i tak zawsze leży); jeszcze może Czarnulę i Żółwia, żeby w grupie były cięte uwagi i żółwiowa flegmatyczność; Tak - grupa jak się patrzy. No dobra a kto po stronie freepów - przecież opowieść musi się zacząć obowiązkowo od urżnięcia jakiegoś freepa a najlepiej stada (w takiej grupie to pewnie byśmy zaatakowali i ubili cały rajd freepów - chłopaki wyrywne strasznie i w dodatku jeden drugiego podjudza; a najlepsze jest potem to, że oni żyją a Kochaniutki i Toth leżą). Ech - Kochaniutki - nie przesadzaj. Tak - to wiadomy znak, że albo piwo albo muzyka zaczynają działać... Sięgam w głąb swojej pamięci starając się wyszukać jakieś freepy i to na tyle odważne żeby naszą grupę zaatakować (albo szalone - tu jest cienka granica; Każdy freep który by taką grupę zaatakował musi mieć spisany testament, bo szanse na przeżycie są niewielkie); No dobra - przeca na forum Twierdzy piszę więc trzeba zatrudnić dziewczyny i chłopaków z gilldi co by za daleko nie mieli z czytaniem. Dziewczyny - no jasne. Już w mojej głowie zameldowała się Kohaniutka ze swoją wierną obstawą wśród której nie brakowało Twardomira, Sude, Geralthaliona, Etheldara, Betrezena i innych stałych bywalców Etten. Chciałem dodać Zamira ale się rozmyśliłem (po wejściu b7 Zamir przeżył kilka smutnych chwil na Etten i już nigdy nie będzie ten sam - żałuję czasami, że to nie ja osobiście wprawiłem go melancholię - zawszę ktoś inny go urżnął ;) ) - nie będę go dręczył. Muzyka płynęła sobie w słuchaweczkach atakując mój słuch a piwko przyjemnie szumiało w łebku. Jedyne co pozostało to temat - kurde. Spijałem szybkimi łykami piwko a Chris Rea w słuchawkach prosił o coś klimatycznego. Nagle zaświtała mi w głowie wspaniała myśl - Kochaniutkiemu spadnie coś na łeb! I się odmieni. Ale jak odmieni?? Hmm... może porzuci strzelectwo? Może zajmie się uprawą ziemi, którą będą deptać jego niezorientowani kompani?? Zerknąłem na freepy - Huri, Twardy, Geralt - mają możliwości by coś ciężkiego zwalić Kochaniutkiemu na jego kędzierzawy łeb. Obmyślałem dalej, gdy nagle stała się rzecz straszna... Skończyło się piwo...


pozdrawiam 
Huriel
GM Iron Lady ;-)
Starsza nad armatą
Forum Addict
*****
Offline Offline

Wiadomości: 10512


KoHaniutka


« Reply #18 on: May 07, 2009, 05:40:57 AM »

usmiałam się :) ja na etten nie mam czasu, ostatni raz byłam ze trzy-cztery tygodnie temu...
Zamir
Wojownik Twierdzy
Super Bohater
*
Offline Offline

Wiadomości: 1104


Zamir MATURA 1965 - Punkt G - fakt czy mit?


« Reply #19 on: May 07, 2009, 07:08:50 AM »

Kupuj Quintu piwo w zgrzewkach a nie na sztuki - wtedy wena twórcza tak szybko nie uleci.... Hehe   ;) I niech Kochaniutkiemu naprawdę coś ciężkiego na łeb spadnie to może nawrócisz się na freepy  ;D

Tak przy okazji. Zamira nie przeraziła liczba zaliczonych gleb (bo to w PVM normalne i bezkarne  ;) ) ale bezsens i nuuuda takiej zabawy. Wyglądało to tak, że stałem i patrzyłem się na walących do siebie BA, hunterów i lmów a potem wpadało 50 creepów i zamiatało. Czy coś się zmieniło w tej kwestii? Jeżeli nie to w Etten naprawdę długo się tam nie pojawię.



P.S. Może wpadnę do Etten Miste. Ale mała szansa jest na to, bo w planie mam jak najszybsze dobicie burgiem do 60-tki.

P.S. Już niedługo dojdę burgiem do Morii, więc możesz dołączyć do mnie Quinthorinem :D
Etheldar
Mędrzec
**
Offline Offline

Wiadomości: 457



« Reply #20 on: June 11, 2009, 11:51:32 AM »

                                                                OKO W OKO Z WROGIEM

   Ledwo co jasne promienie słońca zaświeciły nad ufortyfikowanym obozem elfów położonym nieopodal ruin niegdyś potężnej fortecy Tol Ascarnen, już dało się wyczuć w powietrzu przeszywający odór spalenizny któremu towarzyszyła szczypta czarnoksięstwa praktykowana głównie przez szamanów i porykiwania orków dobiegające od strony wiekowego, południowego mostu - nie było wątpliwości, siły Angmaru ponawiają rozpoczęty w nocy atak. Na stanowiskach bojowych fortu gwarno było od pokrzykujących dowódców Wolnych Ludów Śródziemia, wydających rozkazy swoim poddanym, którzy w pocie czoła ustawiali barykady, gromadzili amunicję, zapasy broni, racje żywnościowe i punkty zaopatrzenia dla garnizonu.
   - Wy dwaj! - krzyknął do dwóch niziołków starszy sierżant Vural - zróbcie użytek ze swojego rozmiaru i lećcie w te pędy do Glan Vraig, potrzebujemy każdego miecza w tej chwili, nie wiemy jak licznie przybył wróg tym razem.
Dwaj Hobbici zasalutowali i wybiegli przez powoli domykające się wrota fortu.
   - Potrzebujemy jeszcze dwóch ludzi, elfów czy kogo tam licho przytarga do powiadomienia głównej armii przemierzającej Etten, jednak  do cholery nie wiemy o niej nic! Gdzie jest, ilu sobie liczy, czy jest przygotowana do walki z takimi hordami, kompletnie nic! Sierżant podrapał się nerwowo po siwej brodzie, po czym jego wzrok przykuł łowca wpatrujący się w coraz liczniej napływające od strony fortecy odziały wroga, oraz Vani - młodą, elfią adeptkę sztuk magicznych z Rivendell.
   - Pojedziecie sprawdzić co z głównymi siłami? - spytał , gdyż wiedział, że łowca jest wyższy rangą od niego samego, jednak odpowiedź uradowała go wielce:
   - To nasz obowiązek, zrobimy co w naszej mocy, ale nie mogę obiecać niczego konkretnego, mnóstwo wargów grasuje po równinach Coldfells i w lesie Hithlad spragnionych krwi samotnych podróżników - odpowiedział łowca, lore-masterka przytaknęła.
   -Wiem że sobie poradzicie liczę na was... liczymy wszyscy. Po czym odprowadził ich wzrokiem zza blanek umocnień aż do rozdroży kiedy to rozdzielili się jadąc w swoje strony.

Nie minęło wiele gdy wymiana ognia rozpoczęła się. Strzelcy Uruków napinali cięciwy swych ciężkich okutych czarnym żelazem, prostych łuków i wypuszczali z nich mordercze strzały prosto w obrońców. W odpowiedzi usłyszeli świst szybkich, elfich strzał i mocniejszych bełtów z kusz krasnoludzkich. Kilku z orków padło powalonych magiczną kulą energii posłaną od strony obozu przez arcymaga Shindore, ich cielska spopieliły  się w mgnieniu oka - niewątpliwie Wolne Ludy miały na usługach wielu praktykujących owe sztuki magiczne.

W obozie ludzie, elfy, krasnoludy i hobbici uwijali się jak mogli. Znosili rannych z blanek, po czym oddawali ich opiece rune-keeperów i lekarzy polowych, a na ich miejsce wchodzili nowi strzelcy.
Pieśni i muzyka pokrzepiająca na duchu obrońców dała się słyszeć nieprzerwanie.
Walka trwała...

  Tymczasem łowca jechał niestrudzenie przez porośnięte wysoką trawą równiny Coldfells, piękne, lecz zarazem smutne, gdyż plugawione przez orków, wargów i inne paskudztwo z Grams, jechał tak w kierunku zrujnowanej twierdzy Tirith Rhaw obecnie stanowiącej przyczółek Wolnych Ludów.

Gdy tak jechał, nagle zauważył poruszenie w pobliskich krzakach. Poluzował broń, wyjął kuszę i załadował. Zwolnił tempo i zaczął uważnie się przyglądać w celu dostrzeżenia jakiegokolwiek ponownego ruchu. Nie zauważył nic jednak, więc przyspieszył widząc z oddali dumnie powiewające chorągwie na szczytach wież twierdzy. Gdy tak zamyślił się nad otaczającą go przyrodą, nagle coś czarnego i włochatego przemknęło mu dosłownie przed twarzą, koń parsknął przeraźliwie i jeździec znalazł się na mokrej trawie, wstał nieco ogłuszony od uderzenia, rozejrzał się i  zobaczył w gąszczu traw paskudne oblicze znanej mu pokraki. Nie był to ani  warg ani pies, choć duży jak warg, lecz ze zmierzwionym futrem, krzywymi łapami, nieproporcjonalnie małym ogonem i zaślinionym pyskiem. Był czarny jak smoła, przez co był prawie niewidoczny w gęstej trawie, z której łypał swymi żółtymi,  przekrwionymi ślepiami na łowcę. Wyglądał teraz trochę jak hiena, śmiejąca się z łowcy, śmiał się, charczał, a może po prostu krztusił swoim wyliniałym futrem. Nic dziwnego że nie napadło na mnie to tchórzliwe bydle - myślał sobie łowca. Napada, owszem  ale w większej grupie, podczepia się pod grupy roślejszych wargów i wilków szukając łatwej zdobyczy wśród odosobnionych podróżnych i zwiadowców. Nawet zagorzali słudzy mrocznego władcy nie darzą go szacunkiem, wręcz przeciwnie, przeganiają bądź sami polują na tą parodię warga. Nigdy nie atakuje sam, wtedy najczęściej ucieka albo "bawi się" z wrogiem lub to wróg z nim. Znany jest ze swego wrodzonego  tchórzostwa, takiego jakim nie grzeszył jego pan niegdyś czempion, jeśli można go było takim tytułem nazwać, walczył przed laty ramię w ramię z Wolnymi Ludźmi, lecz powoli z biegiem czasu mroczne moce, lub jego spaczony umysł nakłoniły go do straszliwych czynów, po dokonaniu których uznano go za banitę i poszukiwano po całym Eriadorze. Teraz jego pan zniknął i pozostawił tylko tą pokrakę i żałosne wspomnienia o sobie samym...
Łowca wiedział, że jego obowiązkiem jest ukrócenie życia temu psu, i przyniesienie jego parszywego truchła do Glan Vraig, po czym szybko wycelował z kuszy i wypuścił strzałę przesyconą mocą elfów zdolną do ogłuszania wrogów na krótki etap czasu, która ugodziła poczwarę w korpus. Zwierzę zatoczyło się i zawyło  przeciągle. Łowca wiedział że ma niewiele czasu, przeładował broń i  wystrzelił serię bełtów ponownie we wroga. Dwie strzały dosięgły celu, przeszywając na wylot pokraczną łapę i sięgając pleców warga. Ten zawarczał w kierunku swego przeciwnika i pognał z podkulonym ogonem ku gromadzącym się siłom Saurona w pobliżu mostu.
   -Jeszcze się spotkamy plugawcze, osobiście przekaże twój łeb Generałowi Tordurowi w Glan Vraig zanim bitwa dobiegnie końca - podsumował łowca, po czym wsiadł na swego czarnego wierzchowca i popędził na spotkanie z Generałem Verdantine w Tirith Rhaw...

cdn...
Quintu
Wojownik Twierdzy
Mędrzec
*
Offline Offline

Wiadomości: 457

"Sam jesteś BaRlog!" :D


« Reply #21 on: June 11, 2009, 12:15:23 PM »

Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg :)


Nie był to ani  warg ani pies, choć duży jak warg, lecz ze zmierzwionym futrem, krzywymi łapami, nieproporcjonalnie małym ogonem i zaślinionym pyskiem. Był czarny jak smoła, przez co był prawie niewidoczny w gęstej trawie, z której łypał swymi żółtymi,  przekrwionymi ślepiami na łowcę. Wyglądał teraz trochę jak hiena, śmiejąca się z łowcy, śmiał się, charczał, a może po prostu krztusił swoim wyliniałym futrem.

ja chyba go gdzieś widziałem :D :D :D

pozdrawiam

ps. piękny odwet Etheldar i na poziomie. Szacunek :)
Quintu
Wojownik Twierdzy
Mędrzec
*
Offline Offline

Wiadomości: 457

"Sam jesteś BaRlog!" :D


« Reply #22 on: August 26, 2009, 12:59:16 PM »

KOPACZ

   Działo się to w pięknej krainie Ettenmoors. Lato było w pełni a potyczki między Wolnymi Ludźmi a tradycyjnie złymi i odrażającymi sługusami Angmaru trwały w najlepsze. Jak na sezon typowo ogórkowy przystało, nie było zdecydowanego zwycięzcy - ot jedni ubili drugich potem tamci znowu tych - żadna ze stron nie posiadała przewagi umożliwiającej przejęcie Twierdz Etten na dłuższy czas. Tym dziwnym się stało, że któregoś dnia w ciągu niedługiego czasu większość twierdz przeszła w ręce Wolnych Ludzi. Ci z creepowej braci, którzy cudem ocaleli opowiadali, że walkom towarzyszyły cuda jakoweś. Freepy pojawiał się znienacka w środku twierdzy i zaciekle obijając zadki obrońcom wyrzucały ich z keepa. Nikt nie wiedział jak przeszli. Uruki opowiadały, że to rodzaj magii jakowejś. Że freepy potrafiły dzięki miksturze straszliwej przenikać przez ściany a potem niezauważone - niewątpliwie dzięki innej strasznej miksturze - przedostawały się za plecy obrońców. Strach padł na plemiona co hołd Angmarowi złożyły. Oto drugiego miesiąca lata pozostał w ich rękach jedynie olbrzymi fort Tol Ascarnen.

   Brać Mrocznej Twierdzy także uczestniczyła w licznych walkach a członkowie Klanu zdążyli nabyć już niebywałej biegłości w walkach z kwiatem Śródziemia. Kiedy armia Wolnych Ludzi przybyła pod twierdzę Tol Ascarnen nasz klan również tam był i patrolował cienie wyniosłych murów twierdzy. Szturmów było co niemiara ale wszystkie odparto. Któregoś dnia jednak freepy zniknęły a w twierdzy zaczęły rozbrzmiewać chrobotania jakoweś. Na obrońców padł blady strach - byli przekonani, że freepy pod wpływem eliksirów próbują przeniknąć przez ścianę. Patrolowałem wtedy wraz z wiernym druhem - reaverem Machiną Wojenną zwanym, mur przy zachodniej wyrwie, gdy nagle moje wilcze zmysły postrzegły znak czyjejś obecności. Nie ufając jednak do końca zmysłom i chcąc mieć pewność, użyłem mrocznego talizmanu do wykrywania ukrytych hobbitów. Przeczucia mnie nie myliły - opodal przy murze czaił się mały pokurcz i jak na burga przystało udawał, że go nie ma. Szybko zaalarmowaliśmy załogę twierdzy i już po chwili, grupa zbrojnych orków zaatakowała małego szaleńca. Kiedy burg odsłonił się i rozpoczął paniczną ucieczkę, ujrzeliśmy że osłaniał on jeszcze jedną postać, która z pokaźnych rozmiarów łopatą ryła ziemie tuz przy murze. Wtedy rajd zawrócił i otoczył nieszczęśnika. Walka była krótka i szybka - tak szybka, że kiedy już odstąpiono, ofiara - człowiek z rasy a hunter z profesji, znajdował się w takiej samej pozycji w jakiej go zaskoczono. Tylko łopatę mu wyrwano a jeden z bardziej poważanych orków popędził z nią zdać relację tyrantowi. Kiedy podeszliśmy z Machina Wojenną do biedaka, oczom naszym ukazał się taki widok --->



pozdrawiam


Wasz uniżony Sługa Angmaru - Zdzisiek - warg


ps. tradycyjnie zapraszamy wszystkich do udziału w walkach na Ettenmoors po tej drugiej - podobno złej - stronie konfliktu :)
Quintu
Wojownik Twierdzy
Mędrzec
*
Offline Offline

Wiadomości: 457

"Sam jesteś BaRlog!" :D


« Reply #23 on: August 04, 2010, 11:22:58 AM »

PRAWDZIWY BOHATER



Poruszał się zwinnie pośród gęstych krzewów pięknego brzozowego lasku. Jak zwykle wykonywał ważne zadanie. Zadanie od którego mogło zależeć życie garstki straceńców otoczonych przez przeważające siły wroga. Ostrzał trwał od rana i bardzo mocno utrudniał przemieszczanie. Teraz zmierzchało już i coraz dłuższe cienie kładły się z pobliskich drzew dając bezpieczne ukrycie. Słońce czerwonymi refleksami znaczyło linie horyzontu. Wydawało się że jest blisko, na wyciągnięcie ręki... Wtem tuż przy czerwonej kuli rozbłysło inne światło o oślepiającej bieli. Zaciekawiony podczołgał się bliżej i raptem został porwany przez dziwny podmuch, który wciągnął go w jasno-biały krąg. Świat zawirował wkoło a potem nastała ciemność.



***


Nad twierdzą Tirith Raw zapadał zmierzch. Patrolujący okolice keepu orkowi wojownicy z Ongburza przyglądali się z rybim zainteresowaniem zachodzącemu słońcu, które zdawało się przybliżać ku warowni. Raptem tuż obok ukazał się jaśniejący krąg, który nagle przygasł i chwile potem wypluł wśród kłębów oparów dziwnego stwora, który koziołkując wpadł na patrol orkowy i poturbował go niczym kula kręgle. Nie przywykli do takich zjawisk orkowie zareagowali we właściwy sobie sposób - wyciągnęli oręż i próbowali usiec dziwnego stwora, podobnego do warga, który zaczął robić uniki z zadziwiającą zręcznością. Prawdopodobnie sondował najpierw umiejętności wojowników orkowych, bo nie odpowiadał siłą na zadawane razy. Dopiero po dobrej chwili napastnicy uświadomili sobie, że właściwie mimo wielkiej ilości zadawanych pchnięć i sztychów nie trafili ani razu. I wtedy stwór zaatakował. Pierwszy ork otrzymał potężny cios łapą i osunął się martwy na ziemię. Drugiemu stwór jednym kłapnięciem rozszarpał gardziel. Widząc to pozostali członkowie patrolu z krzykiem uciekli do warowni wydzierając się w strasznie, że ani chybi wargi Mazauka zerwały przymierze z ludem orkowym i zaczęły podkradać się pod orkowe twierdze. Natychmiast ogłoszono alarm i już po chwili dzierżąc pochodnie podwojone patrole orków zaczęły przeszukiwać obrzeża warowni. I nikt nie zauważył niewyraźnego cienia, który przepełzł przez słabo oświetloną główną bramę.


***


Kiedy pozostałości patrolu dziwnych stworzeń ledwo tylko przypominających człowieka, z przerażeniem w głosie uciekły do bramy ogromnej budowli, przywarował przy najbliższym pagórku i zaczął zastanawiać się gdzie właściwie jest. Nie miał dużo czasu bo już po chwili głos dzwonów uświadomił mu, że oto szykuje się polowanie na jego skromną osobę. Zaraz potem z warowni wypadło kilkanaście patroli z pochodniami które ruszyły wokół murów keepu. Jeden z patroli skierował się w jego stronę i niemal zdeptał go ale przed odkryciem uchroniła go wysoka trawa rosnąca przy jego kryjówce. Korzystając z okazji że wielka brama wejściowa jest chwilowo niepilnowana, przemknął chyłkiem i już po chwili znalazł się w środku twierdzy dziwnych stworów. Kiedy przywarował w narożniku olbrzymich murów nagle z pobliskiego pomieszczenia lekko chwiejąc się na nogach wyszedł olbrzymi - większy od patrolujących - stwór i ruszył w jego kierunku rozpinając hajdawery. Kiedy obnażony zatrzymał się tuż nad nim wiedział już co chce zrobić. Chwilę później nad keepem zabrzmiał przerażający okrzyk kastrowanego potwora.


***

Przerażający okrzyk  Uruka wstrząsnął wszystkimi orkami w Tirith Raw. Zaraz zerwali się szukać warga, który odważył sie wejść do środka twierdzy i atakować ich pobratymców. Niczego jednak nie znaleźli. Warg jakby rozpłynął się w powietrzu ale jeszcze kilkukrotnie w nocy i nawet już za dnia w keepie rozlegały się przeraźliwe głosy ubijanych orków. Schemat był ten sam - nieszczęśników znajdywano z przegryzionymi gardłami. Zadziwiające było jednak to, że potwór który był ich oprawcą nie ucztował przy zwłokach poległych. Zadziwiające, niepodobne do warga. Około południa przed bramą główną zamajaczyły sylwetki watahy wargowej wracającej z dalekiego patrolu z Tol Ascarnen. Wargi szły otwarcie nie obawiając się orków i dwójkami wbiegały do olbrzymiego holu w twierdzy. Przewodził im sam Mazauk. W holu czekał na nich tyrant twierdzy w otoczeniu najznamienitszych wojowników z plemienia Uruków. Mazauk zdziwił się chłodnym przyjęciem a już po chwili wpadł w prawdziwą wściekłość widząc, że oto orki dobyły łuków i tasaków i zaczęły szlachtować jego pobratymców. Wargi nie pozostały dłużne zdradzieckim orkom a Mazauk zwarł się z samym tyrantem. W keepie rozpętało się prawdziwe piekło.


***


Malonna przekradał się w okolicach Tirith Raw w poszukiwaniu maruderów orkowych, którzy przed szybko nadchodzącym zmierzchem nie zdążyli schronić się za murami keepu. Dziwny był to koniec dnia. Cisza, która królowała nad twierdzą była niepokojąca. Od razu wydało mu się, że coś musiało się zdarzyć. Zwykle Tirith Raw tętniło wrzaskami pijanych orków i rubasznym śmiechem Uruków. Po kilkunastu minutach Malonna zdecydował się podkraść w okolice bramy. Nie zastał tu spodziewanych strażników a długi korytarz prowadzący do holu był pusty. Z duszą na ramieniu hobbit zdecydował się podejść dalej. To co ujrzał w komnacie przypominało masarnię. Kłębowisko porozrywanych ciał orków, Uruków i wargów dawało świadectwo straszliwej bitwy do jakiej niewątpliwie doszło tu jeszcze kilka godzin temu. Minąwszy pobojowisko hobbit ruszył schodami do góry do siedziby tyranta. Po chwili znalazł go martwego przy fladze keepu a tuż obok niego leżącego bez ducha olbrzymiego warga. Po chwili wahania podjął decyzję. Trzeba ściągnąć chorągiew orkową i szybko dać znać pobliskim wolnym plemionom, że oto twierdza przeszła w ich ręce. Szybko uwijał się ze zdejmowaniem flagi orkowej a potem równie szybko rozpoczął wciąganie flagi wolnych plemion Śródziemia. Nagle zauważył na pobliskim murze że tuz za nim wyrósł olbrzymi cień. Przerażony odwrócił się i zobaczył, że leżący do tej pory warg stoi nad nim i już gotuje się aby kłapnięciem paszczęki odgryźć jego hobbicką główkę. Skurczył się w sobie oczekując na ostateczny cios, który jednak nie nadszedł. Oto z pobliskiego cienia wyłoniła się postać znacznie mniejszego zwierzęcia, które skoczyło ku wargowi i wręcz zawisło na jego gardzieli. Warg zdumiał się jednak odniesione w pojedynku z tyrantem rany dały po chwili o sobie znać. Ciemna posoka popłynęła z rozerwanej gardzieli i po kilku sekundach warg padł martwy częściowo przygniatając swojego zwycięzcę. Ten jednak wyczołgał się spod truchła potwora i na chwiejnych łapach stanął naprzeciw hobbita. Pies?? zastanawiał się Malonna jednak inne zdarzenie po chwili przyćmiło te domysły. Oto wraz z zachodzącym słońcem rozświetlił się tuż obok jaśniejący krąg i nagle pochłonął zwierzę które niewątpliwie uratowało Malonnie życie.


***


Po ubiciu olbrzymiego wilka skierował swój wzrok na malutką postać skuloną pod flagą. Przypominała mu jego pana. Malutki człowieczek zerkał na niego. Już podnosił się gdy nagle wraz z zachodzącym słońcem wokół niego rozświetlił się oślepiającą bielą krąg i wciągnął go w swój środek. Po chwili ocknął się i rozejrzał wokół. Ten sam brzozowy lasek, ta sama pora, te same odgłosy bitwy. Czołg odnalazł po chwili. Zaszczekał donośnie. Janek wydostał się z włazu i radośnie zawołał - Szarik, wróciłeś dzwońcu jeden! Odwrócił się i rzekł do nadbiegającego Olgierda - Wykonał zadanie! A mówiłem cię, że ten pies jest tak mądry, że mógłby nawet wygrać bitwę!

Położył się w czołgu na swoim posłaniu. Bohaterowie też czasem muszą odpocząć.



pozdrawiam
Quintu
Wojownik Twierdzy
Mędrzec
*
Offline Offline

Wiadomości: 457

"Sam jesteś BaRlog!" :D


« Reply #24 on: June 11, 2018, 07:26:01 PM »

Skrada się, węszy... NIUCH! NIUCH!... Stare tropy już dawno przykrył kurz zmian. Uświadomił sobie właśnie, że on Faflun w zasadzie nie powinien już istnieć... A jednak jest... A jak już jest to może by kogoś stunem z łapki pociągnąć a potem w zaciszu jakiejś jaskini w Etten pożreć ze smakiem? Jakiegoś krasnoluda! Nie... One są za łykowate. To może elfa smukłego? O tak! Elfa! Nie... one mają za chude mięsko... To kogo? Małego tłuściutkiego hobbitka! O Tak Hobbitka! Mniam! Oblizał się ze smakiem! ... a potem uświadomił sobie że ze starości wypadły mu już wszystkie zęby...


i Faflun znikł ;)
Huriel
GM Iron Lady ;-)
Starsza nad armatą
Forum Addict
*****
Offline Offline

Wiadomości: 10512


KoHaniutka


« Reply #25 on: June 11, 2018, 08:22:41 PM »

Panie kkochany, w tych czasach to nawet psiakom wstawia się protezy ;)
Bondur
Wojownik Twierdzy
Forum Addict
*
Offline Offline

Wiadomości: 2688



« Reply #26 on: June 12, 2018, 06:40:02 AM »

Teraz proteza to LI warga :)
Pages: 1 [2]
  Print