Ostatnio wlazłem do jednego z salonów empiku, zwiedzam regały z kolorowymi pudełkami i w pewnym momencie poczułem, na sobie czyjeś spojrzenie, podnoszę powoli wzrok, a tu lufa sporego kalibru wycelowana prostą w moją twarz, zdążyłem na szczęście wyciągnąc moją wysłużoną komórkę i strzelic fotkę.


Okazało się, że pani poszukiwała zagubionego wyznawcy chaosu, który gdzies się pałętał i terroryzował piętro. Odetchnąłem z ulgą. Niestety nie trwało to długo, z ogromnym toporem zamierzał się na mnie ten olbrzymi, przepakowany, zakuty łeb.


Myśląc, że to już koniec, zacisnąłem zęby modląc się aby pojawił się jakiś ironbreaker lub przynajmniej healer, który poskłądałby mnie do kupy... ale nagle gruchął strzał... chosen zamarł w bezruchu. Na przeciw wybrańca chaosu stała poznana wcześniej, piękna dziewoja, mierząc nad moją głową z pistoletu i wyciągając miecz. Czas się jakby zatrzymał, ponura dwójka stała bacznie się obserwując, czekając na błąd drugiej strony. Korzystając z okazji oddaliłem się po cichu, na wszelki wypadek na wyższe piętro.
Czasem w prawdziwym życiu też można trafic na ciekawą niespodziankę, szkoda że zostawiłem swój wirtualny topór i zbroję w grze, bo inaczej nawet piękna witch hunterka nie uratowałaby choseńskiej puszki