Zaczynam się ostatnio zastanawiać, dlaczego każdy z moich pseudo eseików rozpoczyna się w tym samym klimacie. Pifko i jakaś muzyka na słuchawkach. Tak jest tym razem ale brakuje jednej rzeczy. Czegoś co mi zawsze towarzyszyło – pikselków, Lotro przed nosem. Zawsze lepiej wczuwało mi się w klimat gry gdy miałem przed nosem koślawe nóżki mojego krasnalka, ciachającego swymi toporami jakiegoś nieszczęsnego orka czy też długie siwe włosy mojego kapitana, który dziobał Watchera swoja halabardą, próbując udowodnić wszystkim, że jest prawdziwym twardzielem i sztuka Blade of Elendil nie jest mu obca. Jeszcze bardziej ciekawie było kiedy mój warg rozszarpywał jakiegoś biednego freepka w stadzie z Myrkiem, Snaeg, Narrgashem, Borubashem, Zwierzem i innymi (im więcej tym lepiej

)… A teraz nastała pustka. Pozostały tylko rzędy liter na klawikordzie i mocne przekonanie, że będzie lepiej. Zbliża się wszak SoM – znowu zasmakujemy nowych krain, nowego expa. Skończy się podlizywanie tym upięknionym elfom z Lorien i robienie tych samych zadań, żeby jakieś gałęzie czy inne listki zdobyć (żałuje czasami, że tych gałęzi nie można w jakimś ognisku sfajczyć – pewnie płomień nabrałby od razu żywych blasków; a listki ususzyć i do fajeczki - pewnie wyszedł by towar prima sort... albo nie bo elfy potrafią być wredne); Oczywiście twórcy gry starali się aby klimaty z książki w jakimś stopniu pokrywały się z rzeczywistością gry. Skoro chłopaki z drużyny pierścienia zażywali w Lorien odpoczynku, to i wszyscy pozostali, którzy za nimi tam przyleźli też muszą i koniec. I dlatego lata człowiek po niezliczonej ilości samotni, żeby w ciszy pomedytować… Fajne to… za pierwszym razem. Potem wolę iść nad jakąś rzeczułkę rybki połowić (gałęzi za to nie ma; nic za to nie ma w ostatecznych rozrachunku – kolejna sztuka dla sztuki a przecież patience +4 co najmniej za to powinno być). Łowię te ryby i nie mogę wyjść ze zdziwienia, że w tych nietkniętych prawie ludzką, krasnoludzką czy hobbicką stopą ostępach można z rzeczułki wyłowić zardzewiały topór czy inne cholerstwo (historia milczy o bitwach w Lorien – wniosek z tego prosty, że elfy same ten złom tam wrzuciły, żeby woda była żelazista bo podobno taka na żołądek i inne dolegliwości dobra). Nudno… No dobra jak jest nudno to można sobie zrobić jakiś wątpliwej jakości patrol czy ubić jaką salamandrę uważając przy tym, aby łośka nie trafić bo mecyje z tego w reputacji wychodzą straszne. I lata człowiek po tym lesie jak durny chodząc co parę godzin na patrol w te same rewiry aby rzeczony zwiad orkowy spotkać. Inna kwestia to epiki z Lorien. Oczywiście tu tez devsi oko puszczają. Masz tu bracie epicka. Specjalnie po to żeśmy mapę Lorien dodali. Masz więc epicka… i zasuwaj do Morii. Wracam, skończyłem. Z wywalonym ozorem włażę na drzewo, gdzie stoi sobie roześmiany elf. Ok. tego zrobiłeś, to masz teraz drugiego epicka, też z Lorien… a nawet bardziej, bo elf który tym razem zleci ci zadania straszliwe do wykonania stoi trochę bardziej w głębi lasu. No to lecę, dobiegam… A elfisko do mnie – super, że jesteś! Masz tu zadanie… w Morii. Ręce i inne rzeczy w zależności od płci opadają… Zastanawiam się co to za przekleństwo nad tą gra zawisło, które uparło się aby Moria – zaledwie epizod w dziejach drużyny pierścienia, stała się raptem centrum Śródziemia…
I ze strachem patrzę na to co mogą nam zafundować twórcy gry w Mrocznej Puszczy… Idę spać...
pozdrawiam