UWAGA!
Wall of text

Może nie jest to do końca dobre miejsce na zamieszczanie tego posta ale jest to wątek aktualny, który większość gildiowiczów zainteresowanych wspólnym graniem czyta.
Nie wiem, czemu ale w Twierdzy zawsze znajdzie się ktoś, komu nie pasują ludzie z inicjatywą. Twierdza, jako gildia „casualowa” nie powinna narzucać nikomu sposobów grania, a jedynie ogólne zasady zachowania, żeby nie robić wstydu innym graczom zrzeszonym w naszej formacji. Dlaczego więc jeśli ktoś próbuje stworzyć grupę do wspólnych operacji od razu stawiany jest na pozycji mąciciela i opozycjonisty naruszającego „święty ład gildii”. Z moich obserwacji wynika również smutna prawda, że najwięcej do powiedzenia mają osoby, które grają bardzo mało lub sami nie wychodzą z żadnym pomysłem na wspólna grę.
Jak wspomniałem na początku nikt tu nikomu nie narzuca sposobu bawienia się SWTOR. Jedni lubią PvP inni niekończące się tworzenie altów i granie nimi, jeszcze inni „end gameowe” operacje.
Spotkałem się też z opiniami, że w gildii są zamknięte grupy niedopuszczające innych graczy i stawiające na bezkompromisowy „progress” kosztem wspólnego grania i szeroko pojętej grupowej socjalizacji. Jedyne, co mogę na to odpowiedzieć to, że jest to całkowita nieprawda.
Owszem są grupy graczy, którzy grają ze sobą więcej niż z innymi, bo chcą z tej gry coś dla siebie, a dla niektórych postęp w operacjach jest ważny. Jednak robią to nie tylko dla własnej korzyści i nie są żadną zamkniętą elitą. To właśnie oni przecierają szlaki dla gorzej grających gidiowiczów. Żeby nie dzielić graczy na lepszych i gorszych nie chodzi mi tylko o czyste umiejętności, ale na przykład na czas, który mogą grze poświęcić na poznawanie taktyk i sposobów pokonywania przeciwników w operacjach oraz flashpointach itp.
W prawdziwej gildii rajdowej nie miały by szans na wspólną grę osoby nieprzygotowane i nieznające taktyk lub niemające stimów/potów/eliksirów. W Twierdzy jest to możliwe, bo właśnie dzięki tej „elitarnej” grupie przymyka się oko na takie braki i pozwala zaznać współdziałania w gildyjnych operacjach innym „nieelitarnym” graczom. To właśnie dzięki nim ekwipuje się kolegów mających gorszy sprzęt „przeciągając” ich po poznanych wcześniej na wylot operacjach czy flashpointach w trybie hard.
Nie wydaje mi się, żeby takie zachowanie miało zły wpływ na gildię, jako całość. Trudno, żeby ludzie, którzy chcą grać, czekali w nieskończoność na graczy, którzy wolą grać samotnie i w swoim tempie. To dla takich kolegów organizowane są właśnie spontaniczne lub umawiane z niewielkim wyprzedzeniem na forum wypady rajdowe, więc jak widać można.
Wypowiadając się w takim niechętnym tonie doprowadzimy do tego, że osoby z inicjatywą nie będą chcieli organizować nic, bo po co się narażać na krytykę, a grać będą i tak na swój własny sposób umawiając się „po cichu” między sobą, a nie na forum.
Znam graczy, którzy grali miesiąc i przestali. Wrócili do gry dwa tygodnie temu i przy odrobinie samozaparcia oraz pomocy bardziej doświadczonych kolegów chodzą już w połowie „rakat” i nieźle radzą sobie podczas operacji. Jak widać chcieć to móc.
Podsumowując, zgodnie z hasłem „żyj i pozwól żyć innym”, jeżeli nie narusza to podstawowych zasad dobrego wychowania, nie jest chamskie i nie gwałci reguł współżycia międzyludzkiego, zezwólmy na zabawę SWTORem każdemu na swój własny sposób.